9.11.07

piątek o 15.00

Ja nie wiem, jak to jest. Może niektórzy mają inaczej. Ale ja o 15.00 w piątek, to już tylko myślę o wolności, jaka czeka mnie poza fabryką. Ta ostatnia godzina, dwie - to momenty krytyczne. A potem wszystko pęka i wstępuje we mnie nowa siła i taka radość, że teraz czekają mnie dwa dni spokoju. Wiem, te 5 dni tyry służy temu, żeby cieszyć się 2 dniami wolności. No to się cieszę - uhahaha. I się trzęsę z tej radości.

8.11.07

ogólnie niedo

Odkryłam swoją największą wadę. NO nie, żebym wcześniej jej nie znała, ale konsekwencje są jakoś ostatnio mocno widoczne. Mam dar do nadpsuwania różnych rzeczy. Nadpsuty komputer w końcu się zepsuł. Na szczęście lekarz go naprawił. A Golf to ma wszystko nadpsute, a szczególnie zamki. Wszystkie. Centralny zamek to już tylko otwiera drzwi od kierowcy, bo reszta nadpsuta. No i to niedorobienie, niedokładność... Maja powiedziała, że kilka lat pracowała nad jakąś tam swoją wadą i jej się udało. Więc i dla mnie jest nadzieja. Choć Mama twierdzi, że to dziedziczne - po babci, od strony taty, gdyby się ktoś nie domyślił.

6.11.07

philips na śmietniku


Wpadł dziś Adaś, co się zna na telewizorach. Miał obadać, co dolega naszemu. Stary grat ucierpiał za przyczyną Lasi, która biegając jak szalona, zrzuciła wazon z wodą i wszystko rozlało się po telewizorze. No i DVD stało bezczynnie, bo do czego niby je podłączyć. Żyłam nadzieją, że przekaźnik da się naprawić za rozsądną cenę. Pułap ustaliłam na 80 PLN po tym, jak mi Majka napisała, że za naprawę swojego zapłaciła 100 i żałuje. Adaś wydał na philipsa wyrok śmierci - 150 PLN za przetwornicę i 0 gwarancji, że za chwilę się znowu coś nie sypnie, bo to przekaźnik pełnoletni. Stoi teraz na śmietniku, bo chociaż chciałam być ekologiczna, to się dowiedziałam od Adasia, że niby jest jakaś ustawa, że się to powinno utylizować we specjalnych miejscach, to tych specjalnych miejsc nie ma. No i Adaś nakazał zbić kineskop - ale było booooooom!!! Martusia zbiła :)
Dobrze, że się nie dałam na tę kablówkę Filowi namówić. Ale że się DVD kurzy to tak głupio.
Zgłaszam się więc z apelem do ludzi dobrej woli - czy ktoś odda pudło w dobre ręce? :)

5.11.07

we śnie w domu publicznym

Ach, co to był za sen...
No więc śni mi się, że jestem z moim Prezesem przed domem publicznym. Obydwoje wiemy, że to dom publiczny. Na domofonie napisy: Viola, Jola, itp. Pod numerem nie pamiętam jakim, ale na parterze na pewno, jakieś imię męskie. I ja wiem. Niektórzy w tym miejscu będą zawiedzeni, ale ja postanawiam iść do męskiej dziwki. Zaznaczam jednak, że wyjście ma charakter badania marketingowego, żeby nie było. Przebijam się przez długie korytarze (tak jak w jednym z video z wystawy). A w tych korytarzach wygląda jak w przychodni albo jak w akademiku, czy szpitalu. Drzwi wymalowane farbą olejną białą, z brązowym paskiem z boku - klasik, jak w SP7 w Rumi. I jak już wreszcie dochodzę do tego pokoju właściwego, z moją potencjalną męską dziwką, to widzę kolesia z wąsami, chudego, w białej podkoszulce. Bardziej na alfonsa mi wygląda niż na dziwkę męską. I do tego widzę, że braki w uzebieniu ma ewidentne. Się wtedy okazuje, że mam na sobie sam koc - zero ubrań. No i uciekam. I zaczynam krzyczeć - wiadomo, wypróbowany sposób na rozbudzenie. I obudziłam Robina.
Gdyby się ktoś z szacownych czytelników pokusił o freudowską interoretację, to będę wdzięczna. Najodważniejsze zostaną nagrodzone.

4.11.07

Artists in wolderland


Byliśmy na wystawie w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym. Po pierwsze, jeśli ktoś jeszcze nie był w tym miejscu, to wycieczkę uważam za obligatoryjną. Mega fajne miejsce. A plany mówią, że będzie jeszcze lepiej.
Sztuka współczesna. No wiecie, ja to tak do końca nie wiem, czy tę współczesną sztukę rozumiem. Jest parę fajnych instalacji i video. I fotki - Marka Zygmunta - bardzo spoko. Podobały mi się też projekcje w stalowych kulach. Tyle że katharsis specjalnego nie doznałam. Ale w przeciwieństwie do Barneya wszystko nie kręciło się wokół fallusa. Anyway, polecam.

3.11.07

martwica mózgu


...wielkokropek jest oznaką indolencji intelektualnej. A ja się czuję właśnie tak jak: pustka w głowie, zgaga w przełyku, kac-kupa w szalecie. I do tego wszystkiego muszę się poderwać i teleportować do Gdańska. A trudność sprawia mi przejście do sypialni. Ten powtarzalny scenariusz sobót, wynikający z powtarzalnego scenariusza piątków. Kiedyś puszczę pawia na rutynę. Już dziś bym mogła. Albo spuszczę w kiblu razem z kac-kupą.
Kotka-tęsknotka.

2.11.07

morze ofsizon

Byłam na spacerze z Monią i Golą. Mega wielkie fale, no i pusta plaża. A w sezonie w takich Dębkach można puścić co najwyżej pawia na tę całą turystyczną kupę. Piękna wyżowa pogoda, wiało prawie sztormowo - wysoka fala, no i bałwanki. Tylko jedna smutna rzecz. W wodzie leżała sarenka - nie wiem, skąd mogła się tam wziąć. Gola wnosiła, że pewnie przyszła się napić. Ale to jest Księżniczka i ma czasem takie irracjonalne pomysły. Może zabiła ją dzika foka.
Śmieszne, jakie skarby morze wyrzuca na brzeg. Była puszka szprotek, jeszcze zamknięta. Butelka wódki - niestety pusta. Kartonik po śmietance do kawy. I coś, co wyglądało, jak kupa w kształcie chleba. Ja to tak nazwałam, ale odrazu pomyślałam, że to bluźnierstwo chleb z kupą zestawiać.
Złote liście, piaskowy piasek, granatowe morze, białe bałwanki i błękitne niebo... Jo - ROMANTICA - zegar biologiczny tyka :)