16.11.07

pusty dom

mówili mi, że trzeba się przyzwyczaić, że łatwo w pustym domu nie jest. ta cisza - wrrrr. nawet muzyka jej nie zagłusza. mówili, że trzeba się nauczyć być samemu. ta nauka zdaje się być jak całki i różniczki - nie do pojęcia i nie do przyjęcia.
a kot nie umie nawet zaszczekać. choć nie kupuję kota, który na mnie szczeka - że sobie tak sparafrazuję.

14.11.07

mit o 2 połówkach pomerańczy

Z pomarańczą kojarzy mi się jedna historia opowiedziana przez mojego brata. Otóż był on na Śląsku w jakimś hoteliku, a tam kelner z pożyczką grzecznie pyta, czego się napiją goście szanowni. Marcin na to, że sok poprosi. Na co kelner: Grajfrut, czy pomerańcz???
Wczoraj z Przemem zgodnie stwierdziliśmy, że mit o połówkach pomerańczy można o kant wiadomo czego rozbić.

A na dokładkę w ten śnieżny poranek Grabarz:
"Bo chodzi o to by od siebie
nie upaść za daleko
Jak te dwa łyse kamienie nad rzeką
Chodzi o to
By pierwsze chciało słuchać
Co mu to drugie
powiedzieć chce do ucha:
Że po mej głowie ?
czasem się ich boje -
Chodzą słowa nie do powiedzenia...
Nie-do-powiedzenia"


13.11.07

Portret Doriana Graya

Właśnie się zastanawiam, czy potrfię zrobić swoją listę osobistą, top 10, hit nie w kit - 10 najlepszych książek. No i niestety brak mi chyba krytycyzmu, żeby jasno określić: 1. Biblia, 2. Przekroczyć próg nadziei, itd. Ale dziś, w związku z tym, że cenię bardzo i że nie posiadam, zakupiłam na drodze internetowej "Portret Doriana Graya" i wielką mam nadzieję ponownie przeczytać.
Z tymi arcydziełami to jest tak, że można je czytać po kilka razy i zawsze zaskakują czymś świeżym.
Dziś posądzono mnie o próżność ,być może słusznie, więc łyknę lekturę o prawdziwym próżniaku. Próżniaku numero uno w historii literatury. Chociaż może ten gostek (nie pamiętam imienia niestety - ale jest w wiki: Diuk des Esseintes) z "Na wspak" Huysmans miałby szansę go pokonać.
Jedno jest pewne - nie mam jak Dorian Gray: plecy mnie bolą i się starzeję, i, jak niektórzy na pewno zauważyli, cierpię na przeziębienie śmiertelne.
Chciałam tu wrzucić w ramach ilustracji jakiś portret Doriana, ale znalazłam czytającą - się mi fajniejsza wydała.

12.11.07

mieć kapcia w gębie


W sobotę wracam od rodziców z Rumi. Zjeżdżam sobie ulicą Morską w 10 Lutego i na tym zakręcie jakoś mi tak zarzuca tyłem samochodu. Myślę: to te zimówki nieszczęsne, co ich nie mam jeszcze. Dzwonię nawet do Fila, żeby się wywiedzieć, czy jego też tak zarzucało. Zeznaje, że niee. No to jadę dalej i znów mnie zarzuca. Dzwonię do Taty, żeby popytał o te zimówki i w ogóle. No i spać idę.
Następnego dnia jadę z Julią na Fikakowo i coś mi stuka. Julia wnosi, że jak jechała do Warszawy, to też jej tak stukało i że to koło było niedokręcone. No Julia co jak co, ale autorytetem nie jest w sprawach samochodowych. Nagle mi ktoś z tyłu mruga długimi i mi pokazuje na prawe tylne koło. Się zatrzymuje zrazu pod Kaskadą Redłowską i widzę, że flak. Flak jak nic. Sprawdzamy w bagażniku - klucz jest, koło jest i lewarek. I ja - głupia - dawaj do roboty się biorę. A Julia mówi, żeby pomyśleć, jaki kolega tu w okolicy mieszka. Przychodzi mi do głowy - Misiu. Dzwonię więc do Stefy po Misia numer. A Misiu: ale ja nie umiem zmieniać koła. No normalnie ręce mi opadają. Po spytaniu mnie czy mam odpowiednie sprzęty i wypytaniu o całą masę nieistotnych szczegółów (ach, ci intelektualiści) Miś decyduje się zejść i zmienić mi koło.
Victoria! Się Misiowi udaje. Przepowiadano mi, że się obudzę w sobotę z kapciem, ale nie że kapcia złapię.

11.11.07

pani (raczej chyba panna) Kulka

Atrakcją wieczoru, poza tłumaczeniem modułu telemetrycznego - bleee, była niejaka Gabriella Kulka. Nazwałabym ją - polska Kate Bush, względnie Tori Amos - pewno by się ucieszyła. Jak na moje, to ta panna mogłaby być naszym towarem eksportowym. Nie dość, że ładnie śpiewa, ma ładne teksty, to jeszcze gra pięknie i ponoć wygląda jak moja stostra - tyle, że fryzurę ma nieteges - niepodobną. Wszystkim gorąco polecam, no chyba że ktoś ma awersję do dwóch znanych, wcześniej wymienionych artystek. Stronkę piszę - dla leniwych: www.gabakulka.com
Zienka mi uświadomiła, że ona z tych Kulków jest:)
U Karoliny na blogu wciąż się przewija introwertyzm, a mi dziś powiedziano, że nie miewam tajemnic, czyli, że ja niby jestem taka ekstrawertyczna. I zaciekawił mnie ten wątek, bo jakoś tak zawsze myślałam, że ten mój ekstrawertyzm jest dość pozorny i powierzchowny. Tyle że to subiektywne. Nie znałam sama siebie. I mogłabym nawet uwierzyć, że nie miewam przed światem tajemnic, gdyby nie fakt, że mówi mi to ktoś, kto mnie w ogóle nie zna...

10.11.07

lech roch pawlak zwany skorpionem

Pojawił się we wcześniejszym wpisie Lech Roch Pawlak zwany Skorpionem. Wielu moich znajomych już nim zaraziłam, bo to najlepszy rapper polski. On ma pały w dupie i żyje tym, co on wyłupie. Jak na niedzielny poranek Skorpion w sam raz. No chyba że się lubi bardziej intelektualne wyzwania - te pozostawiam sobie na wieczór.
Dziś śnił mi się taki odjazd, że byłam na wysokości kilkudziesięciu pięter, a mpim zabezpieczeniem była lina bungie. Tak sobie myślę, że szkoda, że człowiek, jak się tak aktywnie sportem we śnie znajduje, nie może spalać kalorii - zeszczuplałabym trochę. Zapraszam : http://pl.youtube.com/watch?v=Cn2XPRPmYF0

d(r)eszczyk


Ja apeluję! Ja proszę o pomoc! Ja już nie chcę, żeby listopad istniał. Sama bym się chciała zdematerializować. Pyk - i po mnie. Pyk - i koniec dylematów. Bo ja, w przeciwieństwie do Lecha Rocha Pawlaka zwanego Skorpionem, to nie wiem, jakie miałam w życiu wybory. I nie pofarbowałam się względem mojej dziewczyny. Bo się w ogóle nie pofarbowałam. Bo ja chcę być blondynką, bo można o mnie piosenkę zaspiewać, tę z bloga tytułową. Swiatła by się trochę mogło pojawić we mrocznej tej egzystencji - a to zdanie to by się mogło znaleźć z pamiętniku 13stki. Idę spać - będę snić o pewnym raju, który jest za oceanem.