8.12.07

graz

Już nie mogę się doczekać gór. Proces podróży jest mi potrzebny dla życia jak tlen. A że siedzę na pupce już ponad pół roku (tak, ostatnia wycieczk miała miejsce w maju), to nosi mnie. I właściwie choć w Styrii warunki do Czech i Słowacji wysoce porównywalne, to jak zobaczyłam ten budynek - zajarałam się na maksa.

NO to jeśli nie będzie śniegu przez to globalne ocieplenie, co wcale według mnie takie globalne nie jest, to zamieszkam w tym budynku.

5.12.07

sen mara - Bóg wiara

Tak mawiała babcia N. Niektórzy z Was mogą ją znać ze słynnych opowieści o puszczaniu bąków i żuciu orzeszków. I te orzeczki były wielokrotnego użytku. Babcia zostawiała je na półeczce i jako że nie chciało jej się za bardzo z fotela podnosić, a właściwie miała z tym problemy ze względu na otyłość, to wołała mnie albo brata, żeby jej te wymemłane orzeszki podawać. NO nie da się ukryć, że przy całej mej miłości do Babci nie czerpałam wielkiej radości z podawania orzeszków.
Babcia N. była trochę czarownicą - stawiała karty, interpretowała sny, a kiedy sen był nie po jej myśli, to mawiała: sen mara - Bóg wiara.
A mnie się śnił wieżowiec z wielkiej płyty. Wisiałam na 11-stym (około) piętrze. Balkony nie były zabezpieczone - składały się tylko z betonowej płyty. Tyle że ja trzymałam się jeszcze jednej betonowej płyty, która z kolei leżała na tym balkonie. W pewnym momencie płyta zaczęła się zsuwać, a ja wraz z nią. I kiedy już spadałam - a było to uczucie zajebiaszcze - to okazało się, że z betonowej płyty wystaje zbrojenie, które zainstalowane jest w moim rękawie. Byłam przekonana, że uda mi się dobrze spaść, jeśli tylko uwolnię się od tego zbrojenie - w innym wypadku złamię sobie rękę. I udało się. Spadłam cała i lądowanie miałam miękkie.

4.12.07

multi poli мат

Zauważyłam na blogu jednej takiej koleżanki, co ją promuję, bo promocję lubię jak mój ojciec, że taka tendencja jest do wrzucania słów angielskich w polski tekst. Się ona szczególnie przejawia w przekleństwach. No i jak wiadomo, najgorzej jak się człowiek nauczy po obcemu przeklinać, bo potem się mu zdaje, że ten fak od tej tradycyjnej polskiej kurwy o niebo jest fajowszy i lajtowszy.
A ja troszkę umiem po rusku poprzeklinać, ale tak tylko troszkę. I takie najbardziej wyszukane przekleństwo, które mi przychodzi do głowy, to хрен по колена [hrien po koliena], któren to stanowił tekst refrenu piosenki "Makarena", co z kolei hitem była sprzed lat 10 może nawet. Pan U., ówczesny mój rusycysta, ubaw miał po pachy, a może i po kolana, jak piosenki słuchał. I tam więcej tych kurew lajtowszych było, ale mnie w pamięci pozostał tylko хрен по колена.

Ha! Prawie trafiłam - przebój ma 11 lat.

2.12.07

wspołlokatorka

Się dorobiłam współlokatorki na czas nieokreślony z możliwością wypowiedzenia umowy. Ale bardziej czuję, jakbym se na kolonie pojechała. Trochę to taka zabawa w dom i dużo gadania o chłopakach i koleżankach.
Bo ja już się zdążyłam przyzwyczaić do tej samotności. Że w domu czeka Lasia, co jej J. nie lubi, bo jej pogryzła wczoraj laczki, co jej mama te laczki przywiozła z Wenezueli 20 lat temu i przez 20 lat nic się z nimi nie stało. Że czasem ta Lasia długo musi czekać, bo Pani ma daleko posunięte skłonności do powsinogostwa. Lubie sobie połazić po mieście i po wsi.

30.11.07

na w miejskim Piaf ja puszczam paw

Wyrwałam się na odchamienie z Zienką. No były lilety (rodzinny kaowiec od Zienki wykręcił bilet grupowy). A obiecywałam sobie po "Plotce", że już więcej nie pójdę, że miejski to kicha wszeteczna. Ale poszłam, bo darowanemu biletowi się w gębę nie zagląda. Jeszcze mnie Julia pozytywnie nastawiła, że macierz jej chwaliła, że dobre. A że Julii mamę darzę sympatią i szacunkiem, to się nastawiłam. Niepotrzebnie. Bo te piosenki to nawet przechodzą, choć bardziej w drugim akcie, ale kreacja tek Pani Lulki (co ma zajebiaszcze nazwisko na pewno) wogle mnie nie zachwyca, wogle!!! Nie tak sobie Edith Piaf wyobrażałam. Jeszcze ten drugi akt przechodził, choć ziewów powstrzymać nie mogłam i nadal chciałam wyjść. A tato Zienki zasnął na pierwszym, a z drugiego się zmył. I dobrze zrobił, bo wszystkie Ryśki to porządne chłopaki.
Nie IŚĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!

29.11.07

asertywność

Się śmiali w szóstce wszyscy z Marysi (wychowawczyni), że na kurs asertywności się wybrać powinna. W czwartej klasie to ją nawet posądzali, że we wakacje ów kurs przebyła. A ja już teraz się bym z Marysi nie śmiała, bo to ciężko być asertywnym i nie wiem, czy kursa pomogą. Może to trudne, dlatego że ciężko być jednocześnie łaskawą panią i asertywną lasią. To się nawet, jak na moje, wyklucza nieco.
A w życiu jest tak dużo łatwiej, jak człowiek umie dobrze odmawiać. Mniej się pije, w domu siedzi więcej (choć teraz czas na łowienie, więc w domu siedzenie jest raczej niekorzystne - na molo trzeba się przejść - mówi babcia Moni) - dąży do ideału. A tak? Zewsząd wokół zespucie! Nawet Zienka dopiero co zimówki zmieniła, a niby taka porządna...
Taki Czesio, na ten przykład, jak go Andżelika wyrywała, to był asertywny. Mówił, że z nią chodzić nie będzie, bo nie ma wacka. I to jest asertywność.

28.11.07

ślizgawka

Otworzyli 2 listopada ślizgawkę. Spacerem mam do niej od 5 do 10 min. Jeszcze nie byłam. Oczywiście bardzo chętnie bym poszła. Ale przeszkadza mi lenistwo. Motywację to ja osiągam w dwóch przypadkach, a tym drugim jest impreza. Żeby tak na basenie i ślizgawce było jak na imprezie.
Może to jednak kwestia wieku... Właściwie do pierwszej menstruacji z własnej woli u Kuffla w kosza grałam. Ale wtedy też nie było imprez. No sama nie wiem, może dziś święty boże dopomoże.