13.12.07

Wielki Postulat Energetyczny

Na kanwie ostatniej lektury, i nie mówię tu o Wysokich, ale o "Manifeście Komunistycznym" postanowiłam zerwać ze swoim permanentnym zmęczeniem i przerzucić się na permanentne naenergetyzowanie. Szczerze mówiąc, impulsem stało się stwierdzenie Z., że ja od jakichś 2 tygodni jestem śpiąca. I faktycznie, taka ostatnio byłam niewyspana. [S., kolega z pracy, wspomina wagary w liceum - bleeee, przez jego wagary ja się nie mogę skoncentrować]
Od czasu kiedy zerwałam z permanentnym zmęczeniem życie jest dużo piękniejsze. Wstaje rano i nie zaczynam dnia od zdania: "Ale się dziś nie wyspałam" albo "Ale jestem zmęczona". Nie, teraz mówię "Co za mega wypas! Znów do pracy - hurrra!". I wspomnieć znów muszę, że dziś piątek :)

11.12.07

zmęczenie permanentne

Chodzę ospała od dwóch już chyba tygodni. Jak spoglądam za okno, to rzygać mi się chce tym moim zmęczeniem na cały ten zafajdany deszczem świat. Nawet w tym moim pudełeczku na czterech kółkach jest mi źle, bo szyby parują od tej wilgoci wszechobecnej. Do tego dochodzi poranny rytm wyznaczany przez budzik. To samo w poniedziałek, wtorek, środę, czwartek i piątek. Prysznic, zęby - wyjście - dojazd - job- wyjazd, itd. Rzygnę na tę rutynę całym swoim jestestwem. A wraz z tą rutyną czas przemija, starość dopada i to zmęczenie niewiarygodne. Bo ile człowiek może być zmęczony? A przecież wiadomo, że nie zejdzie na amęt, bo nie może tak po prostu. By się musiał głodzić, a tego człowiek nie zrobi, bo mu instynkt nie pozwala.
W takim momencie zaczynam myśleć o podróży. I szlag mnie trafia, zazdrość taka pierwotna, jak A. przesyła zdjęcia z tripa do Turmenistanu. Bo ona może, a ja nie. Bo moglibyśmy wszystko mieć, gdyby nam się chciało chcieć.

10.12.07

kradzież we śnie

Dziś śniłam, że jestem małym chłopcem. Razem z kolegą postanawiam zawinąć motocykle starszym chłopakom z okolicy. Próba spełza jednak na niczym, bo nie ma kluczyków w stacyjce. I choć próbuję wziąć motocykl "na pych", to jednak się nie udaje. I jakie wspomnienie obudziły się w mojej głowie?
Jak miałam kiedyś motorynkę - żółtego Rometa. I jeździłam tylko z chłopakami z dzielni. Były dwie dziewczyny, które miały skutery, ale na tych ich super hondziach nie dało się zasuwać w terenie. Poza tym, to ja byłam chłopczycą numero uno :)
Moja motorynka nie wyglądała tak jak ta, ale na pewno była silniejsza :)

8.12.07

graz

Już nie mogę się doczekać gór. Proces podróży jest mi potrzebny dla życia jak tlen. A że siedzę na pupce już ponad pół roku (tak, ostatnia wycieczk miała miejsce w maju), to nosi mnie. I właściwie choć w Styrii warunki do Czech i Słowacji wysoce porównywalne, to jak zobaczyłam ten budynek - zajarałam się na maksa.

NO to jeśli nie będzie śniegu przez to globalne ocieplenie, co wcale według mnie takie globalne nie jest, to zamieszkam w tym budynku.

5.12.07

sen mara - Bóg wiara

Tak mawiała babcia N. Niektórzy z Was mogą ją znać ze słynnych opowieści o puszczaniu bąków i żuciu orzeszków. I te orzeczki były wielokrotnego użytku. Babcia zostawiała je na półeczce i jako że nie chciało jej się za bardzo z fotela podnosić, a właściwie miała z tym problemy ze względu na otyłość, to wołała mnie albo brata, żeby jej te wymemłane orzeszki podawać. NO nie da się ukryć, że przy całej mej miłości do Babci nie czerpałam wielkiej radości z podawania orzeszków.
Babcia N. była trochę czarownicą - stawiała karty, interpretowała sny, a kiedy sen był nie po jej myśli, to mawiała: sen mara - Bóg wiara.
A mnie się śnił wieżowiec z wielkiej płyty. Wisiałam na 11-stym (około) piętrze. Balkony nie były zabezpieczone - składały się tylko z betonowej płyty. Tyle że ja trzymałam się jeszcze jednej betonowej płyty, która z kolei leżała na tym balkonie. W pewnym momencie płyta zaczęła się zsuwać, a ja wraz z nią. I kiedy już spadałam - a było to uczucie zajebiaszcze - to okazało się, że z betonowej płyty wystaje zbrojenie, które zainstalowane jest w moim rękawie. Byłam przekonana, że uda mi się dobrze spaść, jeśli tylko uwolnię się od tego zbrojenie - w innym wypadku złamię sobie rękę. I udało się. Spadłam cała i lądowanie miałam miękkie.

4.12.07

multi poli мат

Zauważyłam na blogu jednej takiej koleżanki, co ją promuję, bo promocję lubię jak mój ojciec, że taka tendencja jest do wrzucania słów angielskich w polski tekst. Się ona szczególnie przejawia w przekleństwach. No i jak wiadomo, najgorzej jak się człowiek nauczy po obcemu przeklinać, bo potem się mu zdaje, że ten fak od tej tradycyjnej polskiej kurwy o niebo jest fajowszy i lajtowszy.
A ja troszkę umiem po rusku poprzeklinać, ale tak tylko troszkę. I takie najbardziej wyszukane przekleństwo, które mi przychodzi do głowy, to хрен по колена [hrien po koliena], któren to stanowił tekst refrenu piosenki "Makarena", co z kolei hitem była sprzed lat 10 może nawet. Pan U., ówczesny mój rusycysta, ubaw miał po pachy, a może i po kolana, jak piosenki słuchał. I tam więcej tych kurew lajtowszych było, ale mnie w pamięci pozostał tylko хрен по колена.

Ha! Prawie trafiłam - przebój ma 11 lat.

2.12.07

wspołlokatorka

Się dorobiłam współlokatorki na czas nieokreślony z możliwością wypowiedzenia umowy. Ale bardziej czuję, jakbym se na kolonie pojechała. Trochę to taka zabawa w dom i dużo gadania o chłopakach i koleżankach.
Bo ja już się zdążyłam przyzwyczaić do tej samotności. Że w domu czeka Lasia, co jej J. nie lubi, bo jej pogryzła wczoraj laczki, co jej mama te laczki przywiozła z Wenezueli 20 lat temu i przez 20 lat nic się z nimi nie stało. Że czasem ta Lasia długo musi czekać, bo Pani ma daleko posunięte skłonności do powsinogostwa. Lubie sobie połazić po mieście i po wsi.