Wyjaśniam: Tajczyk to jest taki Chińczyk, ale nie z Chin tylko z Tajlandii. I myśmy se poszły z Karoliną i takie tam było dobre jedzenie, że ja myślałam, że Tajczyk tam kucharzy. A potem myśmy widziały tego Tajczyka i był to Nietajczyk, raczej takie słowiańskie rysy miał on. I drugi był - też Nietajczyk.
A potem poszły my se w kino. Na Butelki Zwrotne. I jest to fajny film. I jeszcze niedawno powiedziałabym: kurczę, czemu Polacy nie umieją robić takich filmów. A teraz powiem, że "Sztuczki" właśnie w takim są klimacie. Że to opowieść o zwyczajnych ludziach, co mają takie zwyczajne problemy, a wszystko to ładnie opowiedziane jest. Idźta do kina!
8.2.08
7.2.08
monotematyczność fabryczna
Zauważyłam po ostatnich kilku wpisach, że cały czas ta korporacja i korporacja. Oczywiście proszę szanownych czytelników o wybaczenie, ale nadchodzi chwila podsumowań i refleksji. Dwa lata dorosłego życia. Niemal 500 dni, 4000 godzin. Kupa czasu. Do tego stresy po godzinach i rozmowy o pracy po pracy - razem jakieś 4500 godzin. Dochodzą jeszcze koszmary senne, które ciężko godzinowo wyliczyć. Zmarszczki na twarzy, nowe doświadczenia... Trzeba to jakoś podsumować i wnioski wyciągnąć na przyszłość.
Zakładam, że blogowa monotematyczność skończy się całkiem już niedługo. A i ja skończę z tymi refleksjami, bo przecież teraz będę pracować we fabryce opakowań:)
Wakacje w międzyczasie... Narty, nartoczki, nartjoszki!
Zakładam, że blogowa monotematyczność skończy się całkiem już niedługo. A i ja skończę z tymi refleksjami, bo przecież teraz będę pracować we fabryce opakowań:)
Wakacje w międzyczasie... Narty, nartoczki, nartjoszki!
być cienkim jak siki komara
Takiego to określenia użył jeden korporacyjny szczur, który przysporzył mi nie lada stresów, wobec mojej osoby. Nie żeby mi to w twarz powiedział - bez przesady - dwulicowy korporacyjny szczur działa w ukryciu a ciosy wymierza w plecy.
Ale nic nie dzieje się po próżnicy. To mnie zajebiaszczo dużo nauczyło. Po pierwsze, nie ufaj ludziom, po drugie, w pracy stężenie kutasiarstwa jest dużo wyższe niż wszędzie indziej, po trzecie, fanatyczni katolicy są groźni dla społeczeństwa. Jeszcze nigdy nie pałałam do nikogo taką antypatią.
Zobrazuję Wam, jak pięknym owadem jest komar.
Ale nic nie dzieje się po próżnicy. To mnie zajebiaszczo dużo nauczyło. Po pierwsze, nie ufaj ludziom, po drugie, w pracy stężenie kutasiarstwa jest dużo wyższe niż wszędzie indziej, po trzecie, fanatyczni katolicy są groźni dla społeczeństwa. Jeszcze nigdy nie pałałam do nikogo taką antypatią.
Zobrazuję Wam, jak pięknym owadem jest komar.
5.2.08
Jedna jest racja - korpo-racja
Wczoraj prowadziłam z Kapitanem rozmowy na koniec wieku, a dotyczyły one kultury pracy w korporacji. Jak to te polskie korporacje zadęte są, jak są liderami w swojej branży, jak zatrudniają najlepszych, jak ich produkty są najwyższej jakości, jak są najlepiej zarządzane, a ich model biznesowy to najnowocześniejszy jest. Słupki sprzedaży rosną.
I hej do przodu! Ale nie próbuj zmieniać rytmu korporacji, korporacja mknie do przodu, a ja zatrzymuję czas i wysiadam...
I hej do przodu! Ale nie próbuj zmieniać rytmu korporacji, korporacja mknie do przodu, a ja zatrzymuję czas i wysiadam...
4.2.08
choroba je jako ten bumerang
No masakra. Ta bakteria, co myślałam, że ją zwalczyłam, powróciła jak bumerang. Nochal pełen smarków, głowa taka raczej szumiąca i ogólne przymroczenie - choć przymroczenie zawsze w cenie. A&G też zachorowali.
I bym se jeszcze pochorowała, prawdę mówiąc. Poleżałabym se tak w łóżku, poczytała książkę i filmik wciągnęła. Potem wpadałby C z zakupami, które przekraczają moje pomysły na zakupy dla chorej blondyneczki.
Bo przez te dni mojej choroby to ja miałam przedsmak bumelowania. I się zgadzam z K., że to spoko jest zajęcie. I nie o jakieś takie totalne abnegactwo mi chodzi, ile o po prostu większą wyluzkę w systemie pracowniczym. Bo to wiadomo przecież, że człowiek z natury leniwy jest...
Ave! Czekam na rentierstwo...
I bym se jeszcze pochorowała, prawdę mówiąc. Poleżałabym se tak w łóżku, poczytała książkę i filmik wciągnęła. Potem wpadałby C z zakupami, które przekraczają moje pomysły na zakupy dla chorej blondyneczki.
Bo przez te dni mojej choroby to ja miałam przedsmak bumelowania. I się zgadzam z K., że to spoko jest zajęcie. I nie o jakieś takie totalne abnegactwo mi chodzi, ile o po prostu większą wyluzkę w systemie pracowniczym. Bo to wiadomo przecież, że człowiek z natury leniwy jest...
Ave! Czekam na rentierstwo...
3.2.08
Casanova
Wciągnęłam dzis po wielu próbach (za każdym razem zasypiałam :)) Casanovę Felliniego i przyszło mi parę refleksji do slomianej glowy. Pierwsza, przyziemna i alkoholowa, jak to w Moskwie będąc raczyłam się z koleżanką L. wódką z sokiem melonowym. A napój ten nazywał się nie inaczej jak - KAZANOWA (ruskie tak piszą) i dystrbuowany byl w puszkach. Jakże milo bylo po nocnej Moskwie wlóczyć się zmroczoną Kazanową.
Potem sobie przypomniałam pewne szkolenie sprzedażowe, jakie miałam okazję przejsć, na którym prowadząca przyczyn wielkich łóżkowych sukcesów Casanovy dopatrywała się nie w jego zdolnosciach, ale w ilosci propozycji, jakie składał. Przypuszczalnie wiele z nich odrzucano, o czym zresztą w filmie mowa.
No i ostatnia refleksja, mocno powiązana z moją hiperspołecznoscią, a mianowicie tekst Stinga, bardzo zresztą zajebiaszczy, ale ja zacytuję tylko fragmencik:
I have so little time to spare now
I'm wanted almost everywhere now
I make out like Casanova
Friends are always coming over
A że film polecam to jasna sprawa.
Potem sobie przypomniałam pewne szkolenie sprzedażowe, jakie miałam okazję przejsć, na którym prowadząca przyczyn wielkich łóżkowych sukcesów Casanovy dopatrywała się nie w jego zdolnosciach, ale w ilosci propozycji, jakie składał. Przypuszczalnie wiele z nich odrzucano, o czym zresztą w filmie mowa.
No i ostatnia refleksja, mocno powiązana z moją hiperspołecznoscią, a mianowicie tekst Stinga, bardzo zresztą zajebiaszczy, ale ja zacytuję tylko fragmencik:
I have so little time to spare now
I'm wanted almost everywhere now
I make out like Casanova
Friends are always coming over
A że film polecam to jasna sprawa.
1.2.08
NFZ to mój ziom
Mistrzostwo świata wykonałam. Mama powinna być ze mnie dumna. W wieku 27 lat zapisałam się do lekarza pierwszego kontaktu. Mam też już swoją przychodnię i skierowanie na prześwietlenie kręgosłupa. Wiem, wiem, starzeję się - proces nieuchronny. Ponoć Kubańczycy spokojnie czekają na koniec życia. No ja będę miała inaczej. Ja się przed śmiercią lekarzami z mojej przychodni bronić będę. A tymczasem wracam do procesu najebki. Bo choć choroba straszna, to powód jest. Ale o powodzie inną razą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)