Wczoraj w spożywczym na Łąkowej.
Występują:
Knypek 1 (milczący)
Knypek 2
Kozak
Knypek 2: Ale żes był kozacko wczoraj ubrany, kurde.
Kozak: Jo, ale że jak?
Knypek 2: No żes miał spodnie Lechii i kurtkę Barcelony. Kozacko, nie?
Kozak: No tak. A teraz chce se nowy dres kupic Lechii. I do tego se wloze najki, biale, nie. I beka, bo mniejszy dres kosztuje wiecej niz wiekszy, a powinno byc odwrotnie, co nie?
Knypek 2: No (szuka po kieszeniach, wyciaga monety) o, kase mam, spoko.
Kozak: A ja poszlem do lekarza i mam zapalenie pluc. W piekarni kupa roboty, a ja na zwolnienie i chuj.
To tyle, ale fajnie było, na Łąkowej
20.3.08
18.3.08
od spotkania do spotkania
Się tu spotykam cały Boży dzień. A jutro to mam tych spotkań najwięcej - może zostanę królową spotkań. Jest tu już jednak jedna Królowa, więc chyba nie będę jej konkurencji robić. Tymbardziej że mam status "nowej", "tej nowej".
Tu niby wszyscy tacy otwarci. Oby...
Ale zasada jest jedna - im większa korporacja, tym więcej bardaku :)
Tu niby wszyscy tacy otwarci. Oby...
Ale zasada jest jedna - im większa korporacja, tym więcej bardaku :)
16.3.08
powrót smoka - panny w lokach
Niniejszym obwieszczam powrót na łono. Relaks na skalę totalną uprawiałam przez tydzień ostatni i, jak się okazuje, choć nie jest to zaskakujące, właśnie tego było mi brak. I co ważne - odcięłam się od przekaźników, komunikatorów i wszystkich innych producentów informacji. No prawie. Utrzymywałam kontakt z kelnerami w knajpie;-)
Jutro - do boju w nowym korporacyjnym ustroju!!!
Jutro - do boju w nowym korporacyjnym ustroju!!!
7.3.08
Przemiany
Mówią, że każda podróż jest przemianą. Być może. Ja zapodałam sobie przemianę w każdej dziedzinie, mam wrażenie. Dziś opuściłam mury korporacji i jej świętej racji. Nie ukrywam, że wstępnuję do nowej - ktoś musi spłacać kredyty. Jadę w mikro podróż. By gładko przejść do nowych okoliczności.
Blogerkę zawieszam, bo się od świata odłączam. Białe łąki - nie kojarzyć z narkotykami, proszę.
Blogerkę zawieszam, bo się od świata odłączam. Białe łąki - nie kojarzyć z narkotykami, proszę.
5.3.08
Zwijam mandżur
Zwijam mandżur intensywnie. A miała niby być wyluzka. Aż mnie głowa boli na myśl o porządku na biurku, obok biurka i pod biurkiem. Ile gadżetów może człowiek uzbierać przez dwa lata. Czapeczki, długopisiki, smyczki, koszuleczki, papierki, papiereczki - masa cała rzeczy już nieużytecznych. Bo kto by chciał nosić taką czapeczkę, co jej Chińczyk mały na powierzchni połowie wyhaftował nićmi logo biało-czerwone? To się nawet na prezent nie nada. Zostawię dla potomnych marketerów - niech się bujają z moim bardakiem.
I tak mijają dni w wielkim pędzie. Niedługo się na chwilę zatrzymają. A ja przeniosę się na białe łąki.
I tak mijają dni w wielkim pędzie. Niedługo się na chwilę zatrzymają. A ja przeniosę się na białe łąki.
4.3.08
Gary!!!! - z pamiętnika Kury Domestici
Nie o Oldmanie, ani o Cooperze, tylko o zwykłych garach będzie. Bo taki gar - to jest dopiero niesamodzielny, opieszały i leniwy. Gar potrzebuje pełnej obsługi. I w dziedzinie kulinarnej - spoko, nie jest to zwała największa. Ale jak już taki gar zalegnie w zlewie, to wyjść sam z niego nie umie. Leży i czeka, na lepsze czasy. Jak już blog będzie od niego mniej ważny, telefon do przyjaciela ustąpi mu grzecznie miejsca, albo gara widoku w zlewie właściciel więcej nie zniesie. I o to właśnie jest ten moment - Kura Domestica w drodze na zmywak.
stówka - na zdrowie
Pamiętam, jak Karolina świętowała setny wpis. Ja jakoś na celebrę nadmierną nie mam mocy. Bo jestem z gluta, glut jest przeze mnie i takiem tam. Dościgła mnie choroba, a Pani z NZOZ SL DeZeteL (Działki Leśne - dla nieświadomych) przypisała mi to samo, co ostatnio. Żyję nadzieją, że się obejdzie bez antybiotyku.
Chwilowy zawrót głowy wszechpanujący w chorobie ciężki jest do ogarnięcia, a i w pracy trudno znaleźć chwil parę na radosną twórczość.
Zdemotywowało mnie też zasłyszane ostatnio od Kasi Nosowskiej zdanie, co je ze swoją kulawą pamięcią tylko sparafrazować mogę, że człowiek zakochany mało jest twórczy. Jest coś na rzeczy. A i świat wokół w jakimś takim pędzie, że ciężko ładny kadr zrobić i na chwilę się zatrzymać. I ja, jak wiadomo, nie z tych, co chcą zatrzymać go wreszcie i wysiąść. No więc mknę - oby do piątku.
Chwilowy zawrót głowy wszechpanujący w chorobie ciężki jest do ogarnięcia, a i w pracy trudno znaleźć chwil parę na radosną twórczość.
Zdemotywowało mnie też zasłyszane ostatnio od Kasi Nosowskiej zdanie, co je ze swoją kulawą pamięcią tylko sparafrazować mogę, że człowiek zakochany mało jest twórczy. Jest coś na rzeczy. A i świat wokół w jakimś takim pędzie, że ciężko ładny kadr zrobić i na chwilę się zatrzymać. I ja, jak wiadomo, nie z tych, co chcą zatrzymać go wreszcie i wysiąść. No więc mknę - oby do piątku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)