Normalnie w życiu dostaję wybrany przez siebie wycinek całości obrazu naszego społeczeństwa. Szpital pokazuje zdecydowanie bardziej reprezentatywną próbę. To jest jakiś inny świat. Wczoraj usłyszałam o paru tylko przypadkach.
Przypadek numer 1. Jak to mówi Mama B. - na wygląd trzeba zapracować.Palaczka.
Jak tę laskę z C obczailiśmy na korytarzu, to C stwierdził, że raczej koleżanek tu nie znajdę. (no i też, wiadomo, nie po to tu jestem). Laska w drugiej ciąży. Pomyślałam, pewnie jakoś w moim wieku. Twarz raczej z serii tych, co to nie wiadomo, ile ma lat. Info o tym, że skończy 20 grubo mnie zaskoczyło. Pierwsze dziecko - w wieku lat 17, zaraz po porodzie oddane do domu dziecka. To teraz niby na wychowanie. Na własne żądanie chce wyjść ze szpitala - palić jej się chce...A dziecko ma za wolne tętno.
Przypadek nr 2. Nerwica natręctw. Wiadomo - prawie nie je. Wielorybka.
Wczoraj wyszła z pokoju w środku nocy - zapłakana. Zmarznięta. spod drzwi podnosi mini alarm - mini, bo ona z tych, co nikomu nie wadzi, raczej mysz pod miotłą. Zawiadamiamy położne. Rozpoczyna się akcja poszukiwawcza. Odnajdujemy Wielorybkę w pomieszczeniu z zepsutymi prysznicami. Płacze. Nie wiemy dlaczego... Dostaje lek uspokajający. Zasypia. Za to ja już nie śpię do rana.
Przypadek nr 3. Radosna 15-stka, co się okazuje być 14-stką.
Fajnie, że jest radosna. Ponad dwa razy młodsza ode mnie. Jej przypadek trzeba będzie zgłosić w prokuraturze. Ktoś ją puknął przed ukończeniem 15 roku życia.
A to tylko wycinek...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpitam morski w redłowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpitam morski w redłowie. Pokaż wszystkie posty
3.12.11
2.12.11
patologia na patologii
No to wylądowałam na patologii ciąży... Moje redłowskie spa rzeczywiście spa nie jest. Niby nastawiałam się na najgorsze, ale jak mnie C tu zostawiał, to jakoś nie mogłam powstrzymać łez. Szpitale są straszne. Cztery osoby na sali, duszno. Okna nie można otworzyć, bo tej przy drzwiach zimno, a mnie - tej przy kaloryferze - czyli mnie - cały czas duszno, bo szpital na ogrzewaniu na pewno nie oszczędza. Szczęśliwie Patrycja, druga przy kaloryferze, co pali, a teraz już od trzech dni nie pali, więc chce jej się jeść przeokrutnie, nie jest ciepłolubna. Okłada kaloryfer mokrym ręcznikiem. I chwała jej za to (ręcznik mam na myśli, nie palenie), bo sucho w powietrzu strasznie. Dobrze, że grzyba brak.
Na obiad się nie załapałam - zaserwowali wszystkim kopytka z kiszoną. Biorąc pod uwagę taką dietę i to, że w nocy Środkowa (ta między kaloryferem a drzwiami) nie zezwala na otwarcie okna ani drzwi (zeznała mi Patrycja), zakładam tu zagładę gazową. Ponoć w księdze rekordów Darwina jest przypadek gościa, który po zjedzeniu dużej ilości fasolki zatruł się własnymi bąkami...
Muszę koniecznie sfotografować pokój odwiedzin, bo łososiowy kolor ścian jest dowodem na to, że NFZ mści się na pacjentkach. Tylko nie wiem za co właściwie? Za te składki, co ja im regularnie?
Na obiad się nie załapałam - zaserwowali wszystkim kopytka z kiszoną. Biorąc pod uwagę taką dietę i to, że w nocy Środkowa (ta między kaloryferem a drzwiami) nie zezwala na otwarcie okna ani drzwi (zeznała mi Patrycja), zakładam tu zagładę gazową. Ponoć w księdze rekordów Darwina jest przypadek gościa, który po zjedzeniu dużej ilości fasolki zatruł się własnymi bąkami...
Muszę koniecznie sfotografować pokój odwiedzin, bo łososiowy kolor ścian jest dowodem na to, że NFZ mści się na pacjentkach. Tylko nie wiem za co właściwie? Za te składki, co ja im regularnie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
