Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrocław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrocław. Pokaż wszystkie posty

29.8.13

Nowe horyzonty

Lipiec we Wrocławiu. Upalnie. Wytchnienie można znaleźć tylko w klimatyzowanych kinach.
A w kinach najlepiej. Myślę, że Pan Gutek i jego ekipa dokonują zajebistej selekcji. Słyszałam od koleżanki, która poznała kiedyś Gutka, że już po 15 minutach oglądania filmu wie, czy będzie się nadawał na festiwal.
 Niestety we Wroclove spędziliśmy tylko trzy dni, a może i dobrze... W każdym razie udało nam się obejrzeć sześć filmów, w tym obraz, który zwyciężył w konkursie głównym. Udało nam się też poobcować nieco z miastem, które jest super. Wiadomix. Misie-foodisie przetestowały troszkę jedzenia i jest jedno miejsce, które rekomenduję z całego serca - Złe Mięso. To taka budka, ale falafel wymiata miliard. W środku dużo pietruszki i kminu rzymskiego i choć misie-foodisie nie gardzą wołem ni inną kurą, to dla takich posiłków śmiało można przejść na wegetarianizm.
Ale do rzeczy, bo nie samym chlebem człowiek żyje, choć od dłuższego czasu mam wrażenie, że ta sfera w moim życiu znacznie nabiera na znaczeniu.

Niebiańskie żony łąkowych Maryjczyków
Historie 20 kobiet zamieszkujących jedną wioskę składają się na opowieść w klimacie realizmu magicznego z dużą dawką humoru, pięknymi zdjęciami i wybitnym castingiem. W wielu tych aktorkach widziałam potencjalne modelki.
Zabobony, leśne zombie przeplatają się z mocą poszczególnych kobiet. Taki feminizm bardzo mi się podoba.
Zapewne film nie będzie w masowej dystrybucji, ale może chociaż w nowohoryzontowym kinie objazdowym. Na pewno warto - szczególnie, jeśli ktoś lubi takie liryczne i poetyckie kino.  No i co ważne, nie jest to film, który może pogłębić czyjąkolwiek depresję - świetny na jesienne listopadowe wieczory, co to, jak wiadomo, już blisko, bliżej, coraz bliżej.

Holy motors
Tu już niestety pozytywnie i optymistycznie nie jest. Pochodzimy od małpy. Przychodzimy na ten świat, przybieramy role, z których niewiele wynika, żeby na koniec umrzeć.
To film przepełniony symbolami. Fabuła zamyka się w piękną i dość właściwie oczywistą klamrę, że nasze życie to przedstawienie. Teza może i nie zbyt odkrywcza, ale dojmująco prawdziwa. Ten obraz trzeba zobaczyć. Szczególnie wzruszająca wydawała mi się sesja zdjęciowa na cmentarzu, kiedy to modelka (Eve Mendes) pozuje do zdjęć, fotograf powtarza sekwencję "it's beautiful", aż zjawia się postać dzikusa cmentarnego i automatycznie ten sam fotograf przestawia obiektyw na dziwaka, krzycząc: "it's weird, it's weird"... Takie symboliczne ujęcie świata fashion i dzisiejszych mediów. Sprzedaje się to, co piękne albo to, co skandalizujące, dziwne...
Wręcz fenomenalna rola Denisa Lavanta, który wciela się w 11 ról i odgrywa je wybitnie, piękne zdjęcia i zajebista muzyka układają się w spójny, ale bardzo przygnębiający obrazek naszych czasów, a może nawet i ludzkości.
Na zachętę trailer:













25.7.12

Moje Nowe Horyzonty

We Wroclove spędziliśmy niestety tylko weekend, co pozwoliło nam obejrzeć (ale i trochę przespać) tylko sześć filmów. Patrząc na ogrom programu festiwalowego, nie jest to zbyt wielki fragment, ale... Ale rozkochałam się w gatunku mockumentów. Pociąga mnie totalnie motyw "ściemy" i jej uwiarygadnianie poprzez wplatanie do obrazu wypowiedzi autentycznych postaci - vide: "MC. Człowiek z Winylu". To opowieść o kolesiu, który w Stanie Wojennym tworzył RAP. Reżyser do występu w filmie namówił Zanussiego, Urbana, Skibę, Hirka Wronę. Przed projekcją opowiadał o rozmowach z Wałęsą i chęci pozyskania go do produkcji. Niestety oficjalnym wytłumaczeniem Lecha był fakt, że Urban i Skiba to nie jest za dobre towarzystwo dla Prezydenta RP, który śmiało skakał przez płoty. "MC. Człowiek z Winylu" to bardzo błyskotliwa i zabawna produkcja, więc, jeśli dysponujecie wolnymi 20 minutami, to gorąco zachęcam do odwiedzenia linka.
Niestety pewnie trzeba bardziej się piracko wykazać (właściwie to zupełnie nie znam się na kradzieżach internetowych, serio, mam od tego ludzi), żeby zdobyć film Bruce'a McDonalda "Hardcore Logo 2". Zajebista historia młodej punkowej wokalistki, wyraźnie stylizowanej na Amy Winehouse, w którą wciela się duch bohatera pierwszej części mockumentu - Joe Dicka - przepełniona jest abstrakcyjnym humorem, którego pointą jest mistyczna wycieczka dokumentalisty napędzana wywarem z grzybków halucynogennych. Film przepełniony jest oryginalnymi i sfreakowanymi bohaterami i mega absurdalnym humorem. Obraz absolutnie obowiązkowy. A gdyby ktoś tak pożyczył sobie z wielkich zasobów internetowych część pierwszą, to ja bardzo chętnie.
W ramach przeglądu kina meksykańskiego zaliczyliśmy produkcję "Los Bastardos" Amata Escalante. Trochę bałam się przed seansem, że będzie dużo krwi i przemocy. I choć film jak najbardziej zawiera w sobie te elementy, to jest w rzeczywistości kameralną czechowoską opowieścią o beznadziei i wątłości ludzkiego charakteru. Tempo filmu jest dość jednostajne, ale strzelba w końcu wystrzeli, jak u Czechowa.
Załapaliśmy się też na retrospektywę Dušana Makavejeva, w ramach której obejrzeliśmy "Sweet movie", film bynajmniej niesłodki, choć wizualnie błyskotliwy. Dla niektórych pewnie lekko niestrawny ze względu na bardzo hardcorowe sceny obrazujące kompulsywne obżarstwo, solidarne zawody w robieniu kupy na talerzyk i takie tam. Niesamowite jednak w filmie jest to, jak autor połączył wątki rewolucyjne, konsumpcyjne i historyczne (bo to, o dziwo, również film o Katyniu). Niech zobaczą Szanowni Państwo sami.
Z filmów słabych - "Performance" z Mickiem Jaggerem - spodziewałam się hedonki i imprezy, a dostałam jakąś fabularną sieczkę i obraz z konkursu głównego czyli "Lato", który, owszem, miał być opowieścią liryczną, ale jedyne, co miał fajne, to zdjęcia, ale w tym przypadku to za mało.