12.11.09

Dzień świra

Po raz kolejny oglądałam wczoraj "Dzień świra". Tym razem w towarzystwie kuzynki C, co to nie zna aż tak dobrze polskiego, więc trzeba było czasem przerwy robić, żeby wytłumaczyć, co to znaczy "zapiąć kogoś".
Im więcej razy oglądam ten film, tym bardziej go lubię. Językowo to jest mistrz totalny.
Jako że wczoraj rozmawialiśmy trochę o Polakach, trochę o Francuzach, to mnie się najbardziej wczoraj akurat w pamięci zapisał ten fragment:

5.11.09

17 października 2007

W sumie to 17 października 2009 blog "Brunetki, blondynki" miał drugie urodziny. Zmienimy mu chyba ubranko z tej okazji.
Dam mu tort.
Znalazłam bardzo ładny.

jak stracić dwie opony na raz - ASSistance

Jest poniedziałek. Wracam do domu. W Sopocie dopada mnie impuls. Może pojadę do A. Nie mam nic do jedzenia. Wypytam. Może ma obiad. Jak nie ma, to też pojadę. Skręcam w Sopocką. Grzeszę. Rozmawiam z Ż o losach The Girls. I jedna rączka z telefonikiem, druga - na kierownicy. A tu nagle, spomiędzy dwóch pasów ruchu wyłania się wysepka. I ja na tę wysepkę: rach! - jedno kółko, pach! - drugie kółko. I tak tracę dwie gumy. I zjeżdżam szczęśliwie w środku tego lasu na parking, co to przy cmentarzu jest zlokalizowany. Dzwonię do M, który jest odpowiedzialny za flotę. Dialog przebiega tak:
- No hej, złapałam dwie gumy. Nie wiem, co mam teraz zrobić.
- No i co, k..a, ja mam Ci poradzić? A co się stało? Dzwoń na ASSistance.
- Najechałam na krawężnik.
- Widzisz, k..a, z Twojej, k..a, winy. Będziesz musiała płacić i ch..j.
- Nie dzwonię do Ciebie, żeby ustalić, kto jest winny.
No i jeszcze parę słodkich słów leci.
I co? Dzwonię na ASSistance. Podaje wszystkie dane. Pani mówi: za 10 minut ktoś do pani zadzwoni. Mija 20 minut - nikt nie dzwoni. Powtórnie wybieram numer ASSistance. Powtórnie podaję swoje dane. Tym razem Pan zapewnia mnie, że za 10 minut ktoś zadzwoni. Czekam kolejne 20. Po raz trzeci dzwonię na infolinię. Po raz trzeci podaję dane. Po raz trzeci Pani zapewnia mnie, że za 10 minut ktoś zadzwoni.
Nagle podjeżdża M (nie ten od floty, tylko mąż A), przywozi mi ciepły pyszny obiad. Częstuje papierosem i towarzyszy w niedoli. Uwaga! Dzwonią do mnie z zastrzeżonego. Cud! Przyjmują zgłoszenie po raz kolejny. Mówią, że do 600 zawiozą mnie na lawetce bez dodatkowych kosztów. I z 10 minut później dzwoni Pan Marian z lawetki, że już po mnie jedzie. I żebym czekała.
Pan Marian przyjeżdża i zawozi Warzywniak (taka ksywa została nadana samochodu memu) na lawetce do rzekomo czynnej wulkanizacji na Dąbro. Zakład przeniesiony - głosi napis na rzekomo czynnej wulkanizacji. Jedziemy na Rdestową: najpierw Pan Marian z lawetką i Warzywniakiem, potem my z M. Niestety zakład zamknięty. Zjeżdżam Warzywniakiem z lawetki i wracam przemarznięta do domu M i A. I koniec historii.
Jak jest pointa? Zaraz piszę maila do PZU, że taki ASSistance mogą sobie wcisnąć w ASS.

27.10.09

platforma

W Chorwacji czytałam. Wakacje to ten czas, kiedy naprawdę można poczytać. Wzięłam się za drugą (po "Cząstkach elementarnych") już w mojej karierze czytelniczej pozycję Michela Houellebecqa. Schemat się powtórzył. On, przeciętny nieudacznik, zadowalający swoje potrzeby seksualne w kinach erotycznych lub w skrajnych momentach u paryskich dziwek, spotyka ją i zakochuje się, mimo że w miłość nie wierzy. Razem zajmują się grubym projektem - siecią hoteli, zapewniających klientom wszelkie seks usługi, jakie sobie wymarzą. Ten wątek jeszcze bardziej nie pozwala się oderwać od lektury. Ale wraz z sukcesami zawodowymi pary i ich rosnącą miłością wyczuwa się, że wszystko to prowadzi do katastrofy. Bo u Houellebecqa taki jest właśnie schemat.
Na szczęście wokół było słońce i woda, i wiatr, więc mnie chłopak nie załamał.
A tutaj teaser "Cząstek elementarnych" dla leniwych, choć nie do końca, bo po niemiecku:

16.10.09

smarki, smarkatki, operacja chore dziecko

S jest córką K. S jest nieodrodną córką K. S zachorowała na katary. I teraz trzeba S odsysać zagilenie z nosa. Gdy ja byłam dzieckiem, to służyła do tego gruszka-masakratorka. Z tego co wiem to dziś też się tego używa. Ale K ma taką rurę ze sztyftem, co się ją zasysa - uwaga!!! ustami. S do frajerek nie należy. I za łatwo sobie operacji gil nie daje zrobić. S jest wierzgunem pospolitym. Porusza się z prędkością światła. Tak się też broni - wierzgając. Musiałam to dziecko przytrzymywać za czoło i za rączki... Ukryłam się poza zasięgiem wzroku S, bo się bałam, że mi to zapamięta i potem będzie na starość terroryzować.
A tak naprawdę to żal mi też trochę tej markatki S...

11.10.09

chorwacja po żaglami - ludzie

Wczoraj jeszcze było ciepło. Świeciło prawdziwe słońce, świeciło mocno i prawdziwie, i intensywnie. Nie chce mi się wierzyć, że to, co widzę za oknem, to ta piękna złota polska jesień.
I czemu te Chrowaty mają tam tak ciepło? Chodzą rano na kawę do kawiarni, wyglądają na tak wyluzowanych, jakby kasa spadała im z nieba. No w sumie spada im z portfeli turystów. W sumie nadal (nadal, bo takie samo wrażenie miałam w czasie pobytu w Belgradzie parę lat temu) wydaje mi się, że na tych ulicach widzę więcej facetów.
Po tym, jak obcowałam trochę z narodem chorwackim wydaje mi się, że jakoś ci starzy Jugole mało są mili. Widać wojnę na ich twarzach. Młodzi - bardziej lotni, uśmiechnięci i przyjaźni do turysty.
Trochę ujęć z ich życia.
















2.10.09

w drogę z nami wyrusz panie

Ruszamy w kolejną podróż. Nie cierpię się pakować. Najdłuższe z pakowania jest narzekanie o pakowaniu. Jesteśmy spakowani. Przed nami długa droga samochodowa. A potem już tylko żywioły Gippiusa - wiatr i woda. A woda ciepła. Dokumentować będziemy filmem i zdjęciami, potem będziemy tym wszystkim męczyć świat. Do zo!