10.8.10

Czechy-oblechy



Kupiłam sobie w Czechach zeszycik, żeby montować na gorąco te słabe myśli, które rodzą się w słomianej głowie. I znalazłam taki wpis.
I już wszyscy fani Czech i Czechów popadli w złość, bo że co ona tu wypisuje tak brzydko. No więc, mili Państwo, Czechy niby pełne są oblechy. Poza tym, że naród specjalnie smakiem się nie wykazuje (C twierdzi, że po prostu mają to w dupie - jeśli tak, to spoko - ich smak i ich dupa), co w szmatach wierzchnich i fryzurach (tak!!! tu nadal rządzi czeski piłkarz) objawia się w dzień świąteczny i powszedni, to i od naćpania outdoorowym reklamowym syfem też nie stroni.
Wykluczając kwestię nielegalnych nośników reklamowych projektowanych przez bratanka Jożina, stawiam tezę, że Czesi to po prostu europejscy hippisi po prostu (ta legalizacja posiadania i konsumpcji też wpływa in plus). Wkładam hippisowską koronę na głowę narodu czeskiego!

9.8.10

ATC Merkur Pasohlavky

To tam stacjonowaliśmy w czasie naszego pobytu na Morawach Południowych. To było nasze małe Władysławowo. Miejsce obleśne na maxa. No może nasz fyrtel nie był najgorszy, znajdował się obok plazy dla naturystów, więc zakładam, że to mogło nie być zachęcające dla czeskiego klapkowicza. Nas skusiła świetna lokalizacja, no i nie spodziewaliśmy się takiego zalewu tandety i rozrywki. Była wata cukrowa, sklepy ze szmirą, kijowe jadłodajnie. Na rynku* (nazwa uszyta przez C - bardzo nobilitująca zresztą) znajdowało się 5 restauracji, co to miały toczka w toczkę takie samo menu. Masakra.
Kemping zalewała też tekturowa buda. Nie musiałam do niej wchodzić, żeby przypomnieć sobie ten zapach stęchlizny tak dobrze znany mi z biwaków licealnych.
A to co rozwaliło mnie na maksa to automat z takimi łapkami, że przy odrobinie zręczności można sobie zeń wyciągnąć metalowymi łapkami prezencik. Wśród maskotek i słodyczy leżały też kulki pochwowe i wibrator. Nic dziwnego, że ta dziesięciolatka wpatrywała się w okienko z takim zaciekawieniem.









8.8.10

morawy - black&white

Wróciliśmy z Moraw. Wyprawa była dość odważna, bo pozbawiona dobra doczesnego w postaci auta. To chyba sprawiło, że naszymi środkami transportu po Mikulowskim Regionie czeskich Moraw były rowery i autopki.
Autopkiem podbiliśmy Valtice i Lednice - dwie niewielkie miejscowości z niezłymi zespołami pałacowymi. Zdjęcia poniżej pochodzą z Lednic właśnie. Nie wiedzieć czemu, któryś z austro-węgierskich cesarzy wybudował sobie w swoim parku (ponoć jednym z największych w Europie) meczet. Po co mu ten meczet był? Nie znaju.













20.7.10

nadaktywność w pamiętniczku

Bo ja to się tak cieszę z okazji nadchodzących wakacji. W planach będzie wino! Trzeba dużo jeść, ponoć wtedy nie ma zgagi. Wino - morawskie, czeskie, pewnie bardziej białe niż czerwone, pewnie spotykane na każdym rogu, pewnie wszechrosnące i pewnie naprawdę rozweselające.
No i syr smażony, co to syrem jest, co to ja go kocham jak ta lala! Już prawie w drodze...

Berlin - ludzie































8.7.10

I love Berlin po prostu

bo:
1. jak łażę po jego ulicach, to mam zawsze buzię otwartą z wrażenia.
2. zazwyczaj po nich nie łażę tylko jeżdzę rowerem i mam zawsze buzię otwartą z wrażenia.
3. ludzie wyglądają to jakoś tak, że jak na nich patrzę to mam zawsze buzię otwartą z wrażenia.
4. na każdym rogu znajdzie się coś zajebistego do jedzenia
5. jest Kreuzberg
6. galerii jest tu na pęczki i są mega różnorodne
7. imprezom i koncertom nie ma końca
8. winyle, zabawki, szmatki, rzeki, kanały i w ogóle wszystko!
9. ekipa - muza - fun