Raczej nie jestem fanką teatru tańca. Chyba dlatego, że mało się go w życiu naoglądałam. A może dlatego, że tak bardzo lubię słowo. Bo na początku było słowo.
Za to zdecydowanie jestem fanką Wendersa.
Byłam ciekawa nowego filmu, bo ostatni, Palermo Shooting, wywołał we mnie dość letnie uczucia filmem (zdaje się, że niewiele osób miało szansę obejrzeć ten film w kinie - mega niszowa dystrybucja, ja miałam szansę na Nowych Horyzontach we Wro).
Poza tym, do wyjścia do kina skłoniło mnie doborowe towarzystwo w postaci Żony i Zie i, co wydaje się dość oczywiste, WYJŚCIE JAKOTAKIE, które sprawiło, że na chwilę oderwałam się od codzienności (choć w czasie seansu zdarzało mi się nerwowo spoglądać na telefon, a przed oczami stawało mi lico małego Cze).
* * *
Pierwsza scena rozwaliła mnie na łopatki. Grupa mężczyzn i kobiet, tańcząca w bardzo ekspresywny sposób na scenie pokrytej ziemią. Zdaje się, że Pina często w swoich dziełach sięgała po symbolikę żywiołów - w innym spektaklu scena pokryta była wodą. Dałam się wciągnąć w tę grę obrazów, muzyki i ruchu. Choć nie ukrywam, że miałam chwile, kiedy chciało mi się spać (ale to już chyba nie wina filmu, tylko dość krótkiego snu, na który musiałam się przestawić w związku z Cze), co oznaczać może, że rzeczywiście film mógł być trochę krótszy, jak zauważyła Żona (zresztą, ona tak mówi przy każdym prawie filmie).
Obraz Wendersa jest hołdem, który Pina składa sama sobie, a jej tancerze są tylko wykonawcami znakomitych choreografii i koncepcji reżyserskich stworzonych przez zmarłą artystkę (zresztą, prywatnie, przyjaciółkę Wendersa). Super dokonaniem samego reżysera jest dobór miejsc - plenerów, w których kręcone są poszczególne sceny. No i muza - muza jest prześwietna, a w szczególności kawałek skomponowany przez Japończyka Jun Miyake z Lisą Papineau na wokalu.
A więc Pina to film nie tylko dla fanów teatru tańca, to film, dzięki któremu w teatrze tańca można się rozkochać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechy. Pokaż wszystkie posty
8.8.10
morawy - black&white
Wróciliśmy z Moraw. Wyprawa była dość odważna, bo pozbawiona dobra doczesnego w postaci auta. To chyba sprawiło, że naszymi środkami transportu po Mikulowskim Regionie czeskich Moraw były rowery i autopki.
Autopkiem podbiliśmy Valtice i Lednice - dwie niewielkie miejscowości z niezłymi zespołami pałacowymi. Zdjęcia poniżej pochodzą z Lednic właśnie. Nie wiedzieć czemu, któryś z austro-węgierskich cesarzy wybudował sobie w swoim parku (ponoć jednym z największych w Europie) meczet. Po co mu ten meczet był? Nie znaju.






Autopkiem podbiliśmy Valtice i Lednice - dwie niewielkie miejscowości z niezłymi zespołami pałacowymi. Zdjęcia poniżej pochodzą z Lednic właśnie. Nie wiedzieć czemu, któryś z austro-węgierskich cesarzy wybudował sobie w swoim parku (ponoć jednym z największych w Europie) meczet. Po co mu ten meczet był? Nie znaju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
