23.03.
spełniła się przepowiednia
mam 32 lata, choć tak nie dawno było zupełnie odwrotnie
mam też syna
to pierwsze moje urodziny z Cze
to pierwsze moje urodziny z całą naszą trójką
dziękuję
oby tak dalej
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czesio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czesio. Pokaż wszystkie posty
25.3.12
9.3.12
Bulwar nadmorski
Jednym z rutynowych zadań młodej matki jest spacer. Dodam, że zadanie to należy do przyjemnych i pozwala zabić trochę czasu i przenieść się z kanapy w inne okoliczności przyrody.
Moja klasyczna trasa wiedzie poprzez Bulwar Nadmorski i ulicę Świętojańską w drodze powrotnej.
Niedawno przywitaliśmy w naszej wiosce rybackiej wiosnę. Tłum emerytów, dzieci i kobiet w ciąży w całej rozciągłości objawił się nad morzem, a temperatura powietrze przekroczyła nawet z 10 stopni.
Jak to powiedziała Z. chyba po to mamy tę ch..ą (nie, nie, spokojnie, Z. na pewno nie użyła tego słowa) zimę, by potem móc się cieszyć nawet delikatną wiosną.
* * *
Jest 9.14 a mnie skończyła się kawa. Żal.
Moja klasyczna trasa wiedzie poprzez Bulwar Nadmorski i ulicę Świętojańską w drodze powrotnej.
Niedawno przywitaliśmy w naszej wiosce rybackiej wiosnę. Tłum emerytów, dzieci i kobiet w ciąży w całej rozciągłości objawił się nad morzem, a temperatura powietrze przekroczyła nawet z 10 stopni.
Jak to powiedziała Z. chyba po to mamy tę ch..ą (nie, nie, spokojnie, Z. na pewno nie użyła tego słowa) zimę, by potem móc się cieszyć nawet delikatną wiosną.
* * *
Jest 9.14 a mnie skończyła się kawa. Żal.
| wspomniane emerytki |
| dzieci z rodzicami na wychowawczym |
| koledzy emerytek - emeryci |
| młodzież w żółtych martensach, która też zagnała mnie w sentymenta licealne... |
12.2.12
Chcemy być nowocześni - Cze w muzeum
W swoim krótkim, dwumiesięcznym żywocie Cze zdążył już być w muzeum dwa razy, oba w Muzeum Miasta Gdyni, w tym raz na wernisażu.
Ja, znana ze swojej skrupulatności, zobaczyłam na pewnym portalu społecznościowym wydarzenie o wystawie polskiego designu lat 50-tych i 60-tych. No i oczywiście postanowiłam pójść. A jak już iść, to z Cze oczywiście. Wiadomo, od dziecka wykształcamy w nim poczucie smaku ;)
Dopiero, kiedy dotarliśmy na miejsce, skumałam, że przecież ja na tej wystawie już byłam w Narodowym w Warszawie. I pamiętam, że nie specjalnie mnie ta wystawa kręciła, wielu rzeczy mi tam brakowało, jak na skalę Muzeum Narodowego. Natomiast, trzeba oddać, w gdyńskim muzeum wystawa leży jak ulał. Nie wiem, czemu tak to jest, że w Gdyni wszystko lepiej wygląda ;) Koleżanka kustoszka z naszego muzeum powiedziała, że "babki" z Narodowego mówiły, że zbiory są większe, ale nie zdążyli wszystkiego ściągnąć. No i tego to ja już naprawdę nie kumam.
Ach, chciałabym u Babci odkopać takie stare szkło, porcelanę z Ćmielowa, fotele...
Wystawę polecam wszystkim tym, którzy lubią ładne przedmioty.
Ja, znana ze swojej skrupulatności, zobaczyłam na pewnym portalu społecznościowym wydarzenie o wystawie polskiego designu lat 50-tych i 60-tych. No i oczywiście postanowiłam pójść. A jak już iść, to z Cze oczywiście. Wiadomo, od dziecka wykształcamy w nim poczucie smaku ;)
Dopiero, kiedy dotarliśmy na miejsce, skumałam, że przecież ja na tej wystawie już byłam w Narodowym w Warszawie. I pamiętam, że nie specjalnie mnie ta wystawa kręciła, wielu rzeczy mi tam brakowało, jak na skalę Muzeum Narodowego. Natomiast, trzeba oddać, w gdyńskim muzeum wystawa leży jak ulał. Nie wiem, czemu tak to jest, że w Gdyni wszystko lepiej wygląda ;) Koleżanka kustoszka z naszego muzeum powiedziała, że "babki" z Narodowego mówiły, że zbiory są większe, ale nie zdążyli wszystkiego ściągnąć. No i tego to ja już naprawdę nie kumam.
Ach, chciałabym u Babci odkopać takie stare szkło, porcelanę z Ćmielowa, fotele...
Wystawę polecam wszystkim tym, którzy lubią ładne przedmioty.
| To motto zdaje się być cały czas aktualne |
| Ja to kce!!!! |
| Chłopaki |
| I ten fotel też kcę!!! |
| Przemek Dyakowski z ekipą grali standardy jazzowe z lat 50-tych i 60-tych, więc w sumie był to też pierwszy koncert Czesia |
| Dlatego miał już odpowiednie podstawy do dyrygentury |
Etykiety:
60-te,
czesio,
ćmielów,
design,
Gdynia,
lata 50-te,
muzeum miasta gdyni,
muzeum narodowe,
porcelana,
przemek dyakowski,
szkło,
wojciech szczurek,
wystawa
30.1.12
odlot
W czasie konsumpcji formanowego "Odlotu"
Ja: Uciekłeś kiedyś z domu?
C: No, ze dwa razy. Raz tak na całą noc.
Ja: Acha, no i co?
C: No nic, miałem potem przez chwilę spokój.
Po dłuższej chwili:
Ja: Ej, ale ja nie chcę, żeby Czesiu uciekał.
C: Nie martw się, nie ucieknie, na razie nawet chodzić nie umie.
Ja: Uciekłeś kiedyś z domu?
C: No, ze dwa razy. Raz tak na całą noc.
Ja: Acha, no i co?
C: No nic, miałem potem przez chwilę spokój.
Po dłuższej chwili:
Ja: Ej, ale ja nie chcę, żeby Czesiu uciekał.
C: Nie martw się, nie ucieknie, na razie nawet chodzić nie umie.
26.1.12
i tak mijają godziny, dni, miesiące...a Cze!
Wraz z Cze do mojego życia wkradła się rutyna, ale nie chcę jej wypraszać. Celebruję każdą chwilę z młodziakiem, bo cieszy mnie to, jak szybko się zmienia. Śmieszy mnie jego jedno odstające ucho i nie mogę uwierzyć, kiedy przypadkiem pacnie w karuzelkę nad łóżkiem. Martwię się, kiedy wieczorami płacze, a ja nie wiem, czemu tak się dzieje. Pamiętam moment, kiedy świadomie się do mnie uśmiechnął i był to prawdziwy uśmiech, a nie jakiś grymas po tym, jak puścił bąka.
Wybaczam mu, kiedy wieczorami chce być towarzyski, bo w sumie ma przecież po kim. I z pozytywnym nastawieniem wstaję do niego z rana, choć nie mogę jeszcze rozkleić oczu. I powoli magiczne się robi to, że po przystawieniu do piersi przestaje płakać i śmieszne jest to, jak pije łapczywie, bo i łakomstwo ma wpisane w genotyp.
Ale celebruję też moment, kiedy wychodzę z domu dokądkolwiek i mogę na chwilę się od tego wszystkiego odłączyć. Zawsze jednak z tyłu głowy pozostaje troska o Cze. Spoko jest to macierzyństwo.
Wybaczam mu, kiedy wieczorami chce być towarzyski, bo w sumie ma przecież po kim. I z pozytywnym nastawieniem wstaję do niego z rana, choć nie mogę jeszcze rozkleić oczu. I powoli magiczne się robi to, że po przystawieniu do piersi przestaje płakać i śmieszne jest to, jak pije łapczywie, bo i łakomstwo ma wpisane w genotyp.
Ale celebruję też moment, kiedy wychodzę z domu dokądkolwiek i mogę na chwilę się od tego wszystkiego odłączyć. Zawsze jednak z tyłu głowy pozostaje troska o Cze. Spoko jest to macierzyństwo.
21.1.12
Kino na obcasach, czyli stara pierwiastka na wychodnym
Raczej nie jestem fanką teatru tańca. Chyba dlatego, że mało się go w życiu naoglądałam. A może dlatego, że tak bardzo lubię słowo. Bo na początku było słowo.
Za to zdecydowanie jestem fanką Wendersa.
Byłam ciekawa nowego filmu, bo ostatni, Palermo Shooting, wywołał we mnie dość letnie uczucia filmem (zdaje się, że niewiele osób miało szansę obejrzeć ten film w kinie - mega niszowa dystrybucja, ja miałam szansę na Nowych Horyzontach we Wro).
Poza tym, do wyjścia do kina skłoniło mnie doborowe towarzystwo w postaci Żony i Zie i, co wydaje się dość oczywiste, WYJŚCIE JAKOTAKIE, które sprawiło, że na chwilę oderwałam się od codzienności (choć w czasie seansu zdarzało mi się nerwowo spoglądać na telefon, a przed oczami stawało mi lico małego Cze).
* * *
Pierwsza scena rozwaliła mnie na łopatki. Grupa mężczyzn i kobiet, tańcząca w bardzo ekspresywny sposób na scenie pokrytej ziemią. Zdaje się, że Pina często w swoich dziełach sięgała po symbolikę żywiołów - w innym spektaklu scena pokryta była wodą. Dałam się wciągnąć w tę grę obrazów, muzyki i ruchu. Choć nie ukrywam, że miałam chwile, kiedy chciało mi się spać (ale to już chyba nie wina filmu, tylko dość krótkiego snu, na który musiałam się przestawić w związku z Cze), co oznaczać może, że rzeczywiście film mógł być trochę krótszy, jak zauważyła Żona (zresztą, ona tak mówi przy każdym prawie filmie).
Obraz Wendersa jest hołdem, który Pina składa sama sobie, a jej tancerze są tylko wykonawcami znakomitych choreografii i koncepcji reżyserskich stworzonych przez zmarłą artystkę (zresztą, prywatnie, przyjaciółkę Wendersa). Super dokonaniem samego reżysera jest dobór miejsc - plenerów, w których kręcone są poszczególne sceny. No i muza - muza jest prześwietna, a w szczególności kawałek skomponowany przez Japończyka Jun Miyake z Lisą Papineau na wokalu.
A więc Pina to film nie tylko dla fanów teatru tańca, to film, dzięki któremu w teatrze tańca można się rozkochać.
Za to zdecydowanie jestem fanką Wendersa.
Byłam ciekawa nowego filmu, bo ostatni, Palermo Shooting, wywołał we mnie dość letnie uczucia filmem (zdaje się, że niewiele osób miało szansę obejrzeć ten film w kinie - mega niszowa dystrybucja, ja miałam szansę na Nowych Horyzontach we Wro).
Poza tym, do wyjścia do kina skłoniło mnie doborowe towarzystwo w postaci Żony i Zie i, co wydaje się dość oczywiste, WYJŚCIE JAKOTAKIE, które sprawiło, że na chwilę oderwałam się od codzienności (choć w czasie seansu zdarzało mi się nerwowo spoglądać na telefon, a przed oczami stawało mi lico małego Cze).
* * *
Pierwsza scena rozwaliła mnie na łopatki. Grupa mężczyzn i kobiet, tańcząca w bardzo ekspresywny sposób na scenie pokrytej ziemią. Zdaje się, że Pina często w swoich dziełach sięgała po symbolikę żywiołów - w innym spektaklu scena pokryta była wodą. Dałam się wciągnąć w tę grę obrazów, muzyki i ruchu. Choć nie ukrywam, że miałam chwile, kiedy chciało mi się spać (ale to już chyba nie wina filmu, tylko dość krótkiego snu, na który musiałam się przestawić w związku z Cze), co oznaczać może, że rzeczywiście film mógł być trochę krótszy, jak zauważyła Żona (zresztą, ona tak mówi przy każdym prawie filmie).
Obraz Wendersa jest hołdem, który Pina składa sama sobie, a jej tancerze są tylko wykonawcami znakomitych choreografii i koncepcji reżyserskich stworzonych przez zmarłą artystkę (zresztą, prywatnie, przyjaciółkę Wendersa). Super dokonaniem samego reżysera jest dobór miejsc - plenerów, w których kręcone są poszczególne sceny. No i muza - muza jest prześwietna, a w szczególności kawałek skomponowany przez Japończyka Jun Miyake z Lisą Papineau na wokalu.
A więc Pina to film nie tylko dla fanów teatru tańca, to film, dzięki któremu w teatrze tańca można się rozkochać.
3.1.12
To był rok wielkiego oczekiwania
Przeczytałam wpis mojej przyjaciółki K i żałowałam, że mój nie powstał wcześniej. Post K bardzo mnie wzruszył i przejął. Z drugiej strony, z właściwym sobie optymizmem, pomyślałam, że przecież fortuna kołem się toczy i ja też dwa lata temu mogłabym napisać post o stracie... Więc, droga K, bądź dobrej myśli, bo to połowa sukcesu!
Dla mnie 2011 to rok oczekiwania na narodziny Cze. To jeden z piękniejszych roków w moim życiu. I choć
nie uważam, że ciąża to stan metafizyczny - raczej głęboko fizyczny, to myśl o tym, że mam zostać mamą bardzo mnie podniecała. I czasem było to niezdrowe podniecenie, że nie dam rady, że dziecko będzie głodne i nieprzewinięte, że macierzyństwo to trudy i znoje, którym nie podołam.
Okazuje się, że to temat do ogarnięcia, choć niewątpliwie jest dużym wyzwaniem. Już się złapałam, i to nie raz, na niekonsekwencji, ale niech mi kto pokaże w pełni konsekwentnych rodziców...
* * *
Za każdym razem, kiedy nieprzytomna w nocy wstaję, by powtórzyć nasz rytuał - pielucha albo nawet zmiana ubranka, bo Cze tym razem postanowił się obsikać permanentnie, potem cycek i powrót do łóżeczka, myślę sobie o tym, jak wielkie szczęście mnie spotkało, jaką to szczęście ma piękną buźkę i jakie jest moje. Moje - przynajmniej do czasu, kiedy nie przyprowadzi jakiegoś babiszona i nie przedstawi jako miłości swojego życia.
Dla mnie 2011 to rok oczekiwania na narodziny Cze. To jeden z piękniejszych roków w moim życiu. I choć
nie uważam, że ciąża to stan metafizyczny - raczej głęboko fizyczny, to myśl o tym, że mam zostać mamą bardzo mnie podniecała. I czasem było to niezdrowe podniecenie, że nie dam rady, że dziecko będzie głodne i nieprzewinięte, że macierzyństwo to trudy i znoje, którym nie podołam.
Okazuje się, że to temat do ogarnięcia, choć niewątpliwie jest dużym wyzwaniem. Już się złapałam, i to nie raz, na niekonsekwencji, ale niech mi kto pokaże w pełni konsekwentnych rodziców...
* * *
Za każdym razem, kiedy nieprzytomna w nocy wstaję, by powtórzyć nasz rytuał - pielucha albo nawet zmiana ubranka, bo Cze tym razem postanowił się obsikać permanentnie, potem cycek i powrót do łóżeczka, myślę sobie o tym, jak wielkie szczęście mnie spotkało, jaką to szczęście ma piękną buźkę i jakie jest moje. Moje - przynajmniej do czasu, kiedy nie przyprowadzi jakiegoś babiszona i nie przedstawi jako miłości swojego życia.
16.12.11
Czesone in da house - obsługa przewodu pokarmowego
Od poniedziałku jesteśmy w domu. Wspaniale, że C ma wolne. Niewspaniale, że w poniedziałek musi już iść do pracy. Nawet nie zauważyłam, jak szybko minęło te 5 dni. A Czesiu jest już na tym świecie dni 10! Więc w sumie to wpis z okazji dekady Czesława.
Właściwie moje życie kręci się wokół następujących czynności:
- karmienie
- przebieranie
- siusianie
- kupanie
- spanie
- kąpanie
- płakanie - w przypadku, kiedy procedury w jednej z powyższych czynności nie zostały właściwie dopełnione.
No ale jest też ten słodki moment, kiedy Czesiu uśmiecha się tymi swoimi pełnymi ustami. Wiadomo, czasem bardziej półgębkiem, czasem wyraźniej, ale on na serio się uśmiecha.
Są chwile, kiedy przez trzymam go pod paszkami, on ślepi na mnie i wygląda wtedy jak maskotka :)
Albo jak przewraca tymi oczkami ciemno-niebieskimi w prawo i w lewo, a czasem to nawet zezuje trochę.
* * *
I jak za oknem taki armagedon, to tym lepiej mi na tej kanapie, mimo że przysypiam ze zmęczenia...
Właściwie moje życie kręci się wokół następujących czynności:
- karmienie
- przebieranie
- siusianie
- kupanie
- spanie
- kąpanie
- płakanie - w przypadku, kiedy procedury w jednej z powyższych czynności nie zostały właściwie dopełnione.
No ale jest też ten słodki moment, kiedy Czesiu uśmiecha się tymi swoimi pełnymi ustami. Wiadomo, czasem bardziej półgębkiem, czasem wyraźniej, ale on na serio się uśmiecha.
Są chwile, kiedy przez trzymam go pod paszkami, on ślepi na mnie i wygląda wtedy jak maskotka :)
Albo jak przewraca tymi oczkami ciemno-niebieskimi w prawo i w lewo, a czasem to nawet zezuje trochę.
* * *
I jak za oknem taki armagedon, to tym lepiej mi na tej kanapie, mimo że przysypiam ze zmęczenia...
10.11.11
Hormonalna karuzela
Normalnie nie wiem, co się dzieje. Od kilku dni szarpią mną jakieś skrajne emocje. A właściwie nawet nie tak skrajne. Że bardziej po prostu dołujące z tendencją do zestresowania... Ponoć teraz organizm wydziela więcej hormonu stresu, tym samym przygotowując mnie do porodu. No to oznajmiam mojemu organizmowi, że jestem w gotowości do porodu. I naprawdę mocniejsze bolenie brzucha wcale nie jest fajne. Ten płacz niespodziewany też może mi się już więcej nie zdarzać. I fajnie by było, gdyby myśli o tym, że Czesio będzie chodził niedomyty i niedojedzony opuściły mnie, bo ponoć nawet "niesystemowe" lasie radzą sobie z tematem.
Próbuję sobie tłumaczyć to wszystko tym, że jednak miałam bezobjawową ciążę i że coś tam pewnie dla równowagi musi się ze mną dziać.
Jeszcze mam tak, że czuję się notorycznie niewyspana. Dziwne.
Dobranoc Państwu.
Próbuję sobie tłumaczyć to wszystko tym, że jednak miałam bezobjawową ciążę i że coś tam pewnie dla równowagi musi się ze mną dziać.
Jeszcze mam tak, że czuję się notorycznie niewyspana. Dziwne.
Dobranoc Państwu.
5.11.11
Lęki nieznanej prowieniencji
Są chwile, kiedy na poważnie się lękam.
Dziwny to strach, bo jakiś taki bez przyczyn.
Boję się, że nie uniosę, że nie dam rady, że się zgubię.
Nakręcam wtedy spiralę paranoi, wyolbrzymiam problemy.
* * *
Jest czwarta w nocy piszę przez chwilę
To, co mi się we łbie ułożyło
I własnie dlatego pewnie kobiety w ciąży powinny wcześnie chodzić spać, żeby nie szyć zbędnych paranoi.
Kiedy tak jestem sama w domu, bardzo tęsknię do C. Czy to potrzeba bezpieczeństwa?
FUCK!!! Dziwny jest ten układ hormonalny.
Dobranoc
Dziwny to strach, bo jakiś taki bez przyczyn.
Boję się, że nie uniosę, że nie dam rady, że się zgubię.
Nakręcam wtedy spiralę paranoi, wyolbrzymiam problemy.
* * *
Jest czwarta w nocy piszę przez chwilę
To, co mi się we łbie ułożyło
I własnie dlatego pewnie kobiety w ciąży powinny wcześnie chodzić spać, żeby nie szyć zbędnych paranoi.
Kiedy tak jestem sama w domu, bardzo tęsknię do C. Czy to potrzeba bezpieczeństwa?
FUCK!!! Dziwny jest ten układ hormonalny.
Dobranoc
20.10.11
Gdynia - Kościerzyna - Lipowa Tucholska
Uwielbiam trasę do Kościerzyny. Pamiętam, jak za dzieciaka jarałam się tym, że będziemy jechać "piętrusem" do Lubocienia, choć zdarzało się to niezmiernie rzadko, bo zazwyczaj jechaliśmy jednak autem. Ale bywało. I choć "piętrus" już nie ten sam, to krajobraz wciąż wzruszający.
Stacja kolejowa w Krzesznej przemianowana na Rumię.
A tak wygląda plac manewrowy w Gołubiu. Gołubie jakoś tak bardzo blisko mego serca - 5km do Zgorzałego.
Właściwie już nie mogę się doczekać, aż pokonam tę trasę z Czesiem - jak już będzie kumał, o co chodzi, a pociąg pewnie będzie dla niego wielką egzotyką.
Stacja kolejowa w Krzesznej przemianowana na Rumię.
A tak wygląda plac manewrowy w Gołubiu. Gołubie jakoś tak bardzo blisko mego serca - 5km do Zgorzałego.
Właściwie już nie mogę się doczekać, aż pokonam tę trasę z Czesiem - jak już będzie kumał, o co chodzi, a pociąg pewnie będzie dla niego wielką egzotyką.
17.8.11
nie ogarniam
Dziś rano wybudziłam się z koszmaru. Bohaterem tego odcinka - Czesław. Totalnie nic przy nim nie umiałam ogarniać. Zapomniałam, że trzeba go karmić piersią i przypomniałam sobie dopiero po dwóch tygodniach. Na szczęście okazało się, że jest tam jeszcze mleko i że on umie je konsumować. A co jadł do tej pory? Flipsy, owocki i inne rzeczy, które sam sobie znalazł!!!
W ogóle to wyglądał na 3 miesięczne dziecko i było ciepło w tym śnie moim. Ale też na przykład strasznie wiało, a ja nie miałam dla Czesia czapeczki. Okazało się, że też nigdy nie przebrałam mu pieluszki.
Nie, no masakra ogólna. Koszmar totalny.
I potem pomyślałam o tym wszystkich kwiatkach, które zasuszyłam...
W ogóle to wyglądał na 3 miesięczne dziecko i było ciepło w tym śnie moim. Ale też na przykład strasznie wiało, a ja nie miałam dla Czesia czapeczki. Okazało się, że też nigdy nie przebrałam mu pieluszki.
Nie, no masakra ogólna. Koszmar totalny.
I potem pomyślałam o tym wszystkich kwiatkach, które zasuszyłam...
23.6.11
piąty miesiąc puka puk puk puk
Energia mnie rozwala, no chyba że akurat chce mi się spać. Znów jestem w tym mieście nad Szprewą, w którym czuję się już powoli jakby u siebie.
I cieszę się bardzo, że będę mogła Czesiowi pokazać, jak dorośnie już trochę i przestanie robić w pieluchy, to zdjęcie, mówiąc:
"O, tak Twoja mama w piątym miesiącu po berlińskich dachach skakała".
W ogóle to trochę się boję. Najbardziej boję się tego, jak z niego zrobić człowieka. I kiedy tak już jestem zestrachana najbardziej, to myślę sobie, że jednak z fajnych rodziców nie powinien wyjść łajdak żaden, bandyta, luj. No jeśli już któryś, to luj najbardziej.
***
Żałuję, że nie mogę jeździć na rowerze. To chyba najszybszy środek lokomocji w mieście nad Szprewą. No cóż, do następnego razu - do lipca 2012. Wtedy dosiądę cruisera i będę śmigać przez mosty i ulice z otagowanymi kamienicami wśród lekkiego zapachu trawy unoszącego się bez strachu przed przymusowym leczeniem.
I cieszę się bardzo, że będę mogła Czesiowi pokazać, jak dorośnie już trochę i przestanie robić w pieluchy, to zdjęcie, mówiąc:
"O, tak Twoja mama w piątym miesiącu po berlińskich dachach skakała".
W ogóle to trochę się boję. Najbardziej boję się tego, jak z niego zrobić człowieka. I kiedy tak już jestem zestrachana najbardziej, to myślę sobie, że jednak z fajnych rodziców nie powinien wyjść łajdak żaden, bandyta, luj. No jeśli już któryś, to luj najbardziej.
***
Żałuję, że nie mogę jeździć na rowerze. To chyba najszybszy środek lokomocji w mieście nad Szprewą. No cóż, do następnego razu - do lipca 2012. Wtedy dosiądę cruisera i będę śmigać przez mosty i ulice z otagowanymi kamienicami wśród lekkiego zapachu trawy unoszącego się bez strachu przed przymusowym leczeniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










