Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty

11.11.14

Piszę, bo muszę, bo świat mnie porusza, wzrusza i obrusza.

Zajrzałam na blog. Przypadkiem. Od ponad roku jest tu cicho. Dużo innych rzeczy mnie pochłonęło, a przecież tak bardzo lubię pisać. Nawet sama lubię się czytać - taka forma onanizmu oralnego.
Świat dostarcza tylu bodźców, że nie sposób milczeć. Zresztą milczenie jakoś nie jest moją domeną, choć wiadomo, jak mawia mama B., pokorne ciele dwie matki ssie, trzydzieści ponad lat mnie tym karmi, a ja nadal jakaś głucha jestem i odporna.

Przede mną piękny czas. Noszę w sobie nowe życie. Już niedługo na świat przyjdzie fajna dziewczyna - niech będzie niepokorna, niech ma swoje zdanie. Lubię, kiedy mnie kopie. I chociaż wiem, że ten świat jest podły, że ludzie to słaby gatunek, to cieszę się, że Tola już niedługo będzie na zewnętrznej. No i wzruszam się przeogromnie.



16.10.13

język Cze

Już się rozpisywałam nad tym, jak kręci mnie język i progres w komunikacji z moim synkiem. Codziennie Cze nazywa nowe rzeczy i procesy. Już nawet przestaliśmy spisywać, bo jest tego za dużo. Śmieszne jest też to, w jaki sposób deklinuje i wymawia pewne słowa. I tak, ku radości zakochanej matki i ojca, Cze ma swoje określenia na różne rzeczy. A oto przykłady:
- pajo - czyli "pająk", przy czym w dopełniaczu jest już: "nie ma pajona",
- pako - czyli "pociąg", jakby ktoś chciał wiedzieć, wyraz się nie odmienia, jak kiedyś w dawnych czasach radio czy studio,
- pocion - tu jest spora zmyła, bo pocion to "motor" i "skuter"
- jebać - czyli "zobacz", występuje zazwyczaj w równoważniku: "jebać, mama" lub "jebać, tata"
- jadzia - to bynajmniej nie jest imię koleżanki ze żłobeksu - to "dziadzia"
- kupić baterie albo kupić sok, albo kupić bułę - w sumie nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać, że ten czasownik "kupić" już tak szybko się pojawił. Kupno baterii wiąże się bezpośrednio z jednym "pako", który jest na baterie i wydaje po prostu dźwięki przeokropne i nie do zniesienia (z tego miejsca dziękuję "Jadzi" za ten podarek), ale "kupić sok" to już sobie sama zgotowałam - jest elementem nagrody za dobre zachowanie w czasie zakupów.
Także tak. Cze. 


16.8.12

8 miesięcy w macierzyństwie

Nie jestem gwiazdą. Nie piszę w różnych stylach. Po pierwsze, dlatego że nie umiem, po drugie, dlatego że nie lubię. Ale na pewno jestem matką. Obecnie bardzo zmęczoną matką. Cze, dziecko mające niezły piar w sieci, nie jest fanem spania. Pewnie nie lubi po prostu. Co do zasady nockę przesypia, jednak niezmiennie i wytrwale wyje na myśl o tym, że ma się położyć do łóżka. W zależności od stanu pieluchy radośnie lub zupełnie płaczliwie budzi się o godzinie 6 w pełni gotowy do dalszych działań.
Są dzieci, które spokojnie tulą się do tatusiów i mamuś, a są też dzieci, które nie mogą usiedzieć na miejscu dłużej niż kilka sekund. To są dzieci żywe, tak się mówi. Mnie się trafił żywy ubermensch Cze.
Gdyby ktoś miał wątpliwości - tak, jestem śpiąca.

3.1.12

To był rok wielkiego oczekiwania

Przeczytałam wpis mojej przyjaciółki K i żałowałam, że mój nie powstał wcześniej. Post K bardzo mnie wzruszył i przejął. Z drugiej strony, z właściwym sobie optymizmem, pomyślałam, że przecież fortuna kołem się toczy i ja też dwa lata temu mogłabym napisać post o stracie... Więc, droga K, bądź dobrej myśli, bo to połowa sukcesu!
Dla mnie 2011 to rok oczekiwania na narodziny Cze. To jeden z piękniejszych roków w moim życiu. I choć
nie uważam, że ciąża to stan metafizyczny - raczej głęboko fizyczny, to myśl o tym, że mam zostać mamą bardzo mnie podniecała. I czasem było to niezdrowe podniecenie, że nie dam rady, że dziecko będzie głodne i nieprzewinięte, że macierzyństwo to trudy i znoje, którym nie podołam.
Okazuje się, że to temat do ogarnięcia, choć niewątpliwie jest dużym wyzwaniem. Już się złapałam, i to nie raz, na niekonsekwencji, ale niech mi kto pokaże w pełni konsekwentnych rodziców...

*    *    *

Za każdym razem, kiedy nieprzytomna w nocy wstaję, by powtórzyć nasz rytuał - pielucha albo nawet zmiana ubranka, bo Cze tym razem postanowił się obsikać permanentnie, potem cycek i powrót do łóżeczka, myślę sobie o tym, jak wielkie szczęście mnie spotkało, jaką to szczęście ma piękną buźkę i jakie jest moje. Moje - przynajmniej do czasu, kiedy nie przyprowadzi jakiegoś babiszona i nie przedstawi jako miłości swojego życia.