Pokazywanie postów oznaczonych etykietą design. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą design. Pokaż wszystkie posty

12.2.12

Chcemy być nowocześni - Cze w muzeum

W swoim krótkim, dwumiesięcznym żywocie Cze zdążył już być w muzeum dwa razy, oba w Muzeum Miasta Gdyni, w tym raz na wernisażu.
Ja, znana ze swojej skrupulatności, zobaczyłam na pewnym portalu społecznościowym wydarzenie o wystawie polskiego designu lat 50-tych i 60-tych. No i oczywiście postanowiłam pójść. A jak już iść, to z Cze oczywiście. Wiadomo, od dziecka wykształcamy w nim poczucie smaku ;)
Dopiero, kiedy dotarliśmy na miejsce, skumałam, że przecież ja na tej wystawie już byłam w Narodowym w Warszawie. I pamiętam, że nie specjalnie mnie ta wystawa kręciła, wielu rzeczy mi tam brakowało, jak na skalę Muzeum Narodowego. Natomiast, trzeba oddać, w gdyńskim muzeum wystawa leży jak ulał. Nie wiem, czemu tak to jest, że w Gdyni wszystko lepiej wygląda ;) Koleżanka kustoszka z naszego muzeum powiedziała, że "babki" z Narodowego mówiły, że zbiory są większe, ale nie zdążyli wszystkiego ściągnąć. No i tego to ja już naprawdę nie kumam.

Ach, chciałabym u Babci odkopać takie stare szkło, porcelanę z Ćmielowa, fotele...
Wystawę polecam wszystkim tym, którzy lubią ładne przedmioty.

To motto zdaje się być cały czas aktualne


Ja to kce!!!!

Chłopaki



I ten fotel też kcę!!!

Przemek Dyakowski z ekipą grali standardy jazzowe z lat 50-tych i 60-tych, więc w sumie był to też pierwszy koncert Czesia

Dlatego miał już odpowiednie podstawy do dyrygentury

8.9.11

żarówka z DDRu i Warzywniak na lawecie

Kiedyś oglądałam zajebisty film na TVN CNBC na temat skracania długości życia produktu, jak to się w dzisiejszych czasach szkoli projektantów tak, żeby zaprojektowane przez nich rzeczy żyły jak najkrócej - czyli, żeby gospodarka się kręciła, a świat obrastał w nowe śmieci.
Ja wiem, ja wiem. To taki trochę jest manifest hipokryty, bo i ja przyczyniam się w dużej mierze do zaśmiecenia tego świata. No ale co tam - jestem chwilowo mocno poruszona, więc piszę.
Otóż w zeszły piątek "Warzywniak" zepsuł się tak, że musiał być dowieziony do Pana Doktora na lawecie. Po czterech dniach roboczych Pan Doktor wreszcie wydał wyrok - wyrok skazujący na wymianę skrzyni i sprzęgła. I uwaga, wcale nie chodzi o to, że zepsuła się cała skrzynia - o nie nie nie. Zepsuł się jeden z jej elementów, ale ten element nie może być wymieniony osobno, bo stanowi integralną część skrzyni. Naprawa ma wynieść prawie tyle, co koszt samochodu z tego rocznika.

W DDRze naukowcy wymyślili żarówkę, która może świecić jakieś 20 lat. Kiedy pojawili się na targach w RFNie, ich zachodni koledzy z Philipsa posłali ich w kosmos, bo przez takich jak oni, to mogą co najwyżej pracę stracić.

Nie lubię to!