Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bory tucholskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bory tucholskie. Pokaż wszystkie posty

20.10.11

Gdynia - Kościerzyna - Lipowa Tucholska

Uwielbiam trasę do Kościerzyny. Pamiętam, jak za dzieciaka jarałam się tym, że będziemy jechać "piętrusem"  do Lubocienia, choć zdarzało się to niezmiernie rzadko, bo zazwyczaj jechaliśmy jednak autem. Ale bywało. I choć "piętrus" już nie ten sam, to krajobraz wciąż wzruszający.


Stacja kolejowa w Krzesznej przemianowana na Rumię.



A tak wygląda plac manewrowy w Gołubiu. Gołubie jakoś tak bardzo blisko mego serca - 5km do Zgorzałego. 





Właściwie już nie mogę się doczekać, aż pokonam tę trasę z Czesiem - jak już będzie kumał, o co chodzi, a pociąg pewnie będzie dla niego wielką egzotyką.

12.4.11

Jednak jestem powsinoga i to wymagająca

Czemu powsinoga? 
Ja nie wiem, jak wpadłam na pomysł, żeby nigdzie nie wyjeżdżać w czasie urlopu. W sumie to wiem. Miałam przecież jechać na tę nartę, ale zbiegiem różnych okoliczności, mniej lub bardziej ważnych, nie pojechałam. No i zostałam. I plan był taki, że wiosna będzie i że my w czasie tej wiosny po wsiach tucholskich hasać będziemy. I te pierwsze krokusiki, i pączki na drzewach, i ptaki śpiewające - jednym słowem: sielana. Tymczasem wiało do imentu, chciałoby się rzec, że chujem wiało na tej wsi polskiej, ale nie przystoi. I nawet z romantycznego kominka dym zawiewało nam do środka. I teraz wyczuwam od czasu do czasu zapach wędzonki na różnych rzeczach, co to nie mogły zostać poddane procesowi prania czy innego czyszczenia.
A już najgorzej było, jak ten sam wiater (ten od imentu i chuja, co to nie przystoi) zerwał jakieś prądu kable i zabrakło wody w kranie, światła w toalecie i innych. To był znak, który nakazał nam powrócić na łono miasta. Tej naszej oswojonej wioski rybackiej. Bo u nas, jak piździ, to jakoś tak swojsko.
No i obiecałam sobie, że już więcej nie zrobię sobie urlopu bez wyjazdu. I nie zrobię sobie urlopu w Polsce w kwietniu.