Co do zasady finisze są trudne. Pamiętam finisz pracy magisterskiej - koszmar, a przecież do zrobienia pozostawała tylko bibliografia. Sama myśl jednak o tym, że to już ostatnia rzecz, ale taka drobiazgowa i jednak wymagająca, o zgrozo, dokładności przyprawiała mnie o ból pośladków.
Teraz z pośladkami nie jest źle, choć mam wrażenie, że osiągnęły monstrualne rozmiary, ale w porównaniu z wielkimi głowami, które mam przyczepione do klatki piersiowej to nic. Można po prostu uogólnić - I'm big, big mama! I to jeszcze potrwa. Wiem, wiem, już tylko trzy tygodnie, ale są one straszne. Straszne zarówno w pierwszej ciąży, jak i w drugiej, ale zapewniam wszystkie mamy, co są w pierwszej albo były, albo będą, że nic to w porównaniu do drugiej.
No bo to już nie jest tak, że na L4 tylko serial i relaks. O nie! W ramach wyparcia głoszę światu jak to super, że serial i że kanapa. Prawda jednak jest bardziej bolesna i dojmująca. Jakie są najgorsze rzeczy w ciąży w jej ostatnim etapie i co może człowieka wkurwiać do imentu:
1. Schylasz się, żeby włożyć but (na przylepiec albo wkładany, z tych sznurowanych dawno trzeba było zrezygnować) i po tej czynności sapiesz jak maratończyk na półmetku.
2. To są cały czas te same buty, bo w niektóre noga już się najzwyczajniej w świecie nie mieści.
3. Cały korpus nie mieści się w kurtce, więc chodzisz w rozpiętej, bo wiesz, że to jeszcze trzy tygodnie, a przecież i tak daleko nie chodzisz, bo się zasapiesz, a do fury można w rozpiętej. Najgorzej, jeśli w drugiej ciąży masz tę samą kurtkę, co w pierwszej, bo sobie przypominasz, jak Ci było niedobrze pod koniec pierwszej ciąży, gdy tylko wzrokiem na ten czarny wór rzuciłaś na chwilkę.
4. Rozstępy. Cieszyłaś się, że w pierwszej ciąży Ci się żaden nie zrobił. I mówiłaś koleżankom wokół, jaki to zajebisty krem ta Mustela i nieważne, że kosztuje masę kasy, bo przecież uchroni Cię przed tym cielesnym skalaniem ostatecznym. No więc spoko, jak w pierwszej się nie rozeszło skutecznie, to w drugiej może jak najbardziej i na nic pocieszanie w pierwszej fazie pojawiania się rozstępów, że to wysypka ciążowa. Widziałaś kiedyś wysypkę w kształcie pasków? No nie bardzo, niestety.
5. Nie możesz zasnąć do 2? Budzisz się o 5 z wielkim ciśnieniem na pęcherzu? Nie martw się, jedno jest pewne, Twoje pierwsze dziecko Cię nie zawiedzie i wstanie jak co dzień o 7.30. A Ty, łaskawa Pani, wstaniesz wszak z nim i mężem, bo teoretycznie oni wyruszają do swoich obowiązków, a Ty przecież możesz walnąć drzemkę. Chyba że akurat: sprzątasz, gotujesz obiad, robisz zakupy i niestety nie starczy Ci na nią czasu.
6. O 16 koniec Twego rzekomego czasu relaksu. Sądny moment odbioru 3latka, który oczywiście, że bawi i cieszy, ale czasem też doprowadza do wyżyn irytacji. Masz wrażenie, że górka do przedszkola jest nie do pokonania? I że to Twoje małe Bieszczady? Tak, ta góra rzeczywiście urosła i nawet nie próbuj wdrapać się na nią, rozmawiając przez telefon, bo Twój rozmówca na szczycie może wezwać erkę, myśląc, że to nie zasapanie, a stan przedzawałowy.
Starczy na dziś.
Macierzyństwo jest piękne.
Ciąża to stan błogosławiony.
ELO!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
26.11.14
27.12.11
u Adamskiego
Pewnie nigdy tego nie zapomnę. Po nakarmieniu Cze zabrałam portfel, torbę, przebrałam się w ubrania sprzed ciąży i najbardziej na świecie dumna z tego, że mam kozaki, a nie buty na przylepiec, powędrowałam w stronę Krasickiego. To było w piątek, dzień przed Wigilią. A wszystko pod pretekstem zakupu włoszczyzny na zupę grzybową - jedyną potrawę, którą na te święta przygotowałam, choć i pewnie od tego mogłabym się wykręcić. Z tego wielkiego podniecenia niemalże zapomniałam, po co do tego sklepu poszłam. Twarze ekspedientek z Adamskiego zdawały się mówić: "ooo, nie ma pani już tego brzucha", bo wzrok rzeczywiście miały skierowany tak, jakby chciały przeciąć mnie na pół.
Ten spacer to był czad, bo po prostu był!
Ten spacer to był czad, bo po prostu był!
24.11.11
po terminie - olać zabobony
No jednak jest to pamiętniczek. Jestem dwa dni po terminie i może lepiej to odnotować, bo, jak się okazuje, nikt potem nic nie pamięta. Czy się stresuję? No właśnie jakoś trak nie bardzo chyba. Jak mantrę powtarzam, że natura wie co robi. Ale umyłam włosy :) No i przepakowałam torby... Zredukowałam ilość gadżetów w torbach. A! I wczoraj C zarządził zakup prowiantu na poród. Jogurt ma ważność do 15.12., ale chyba jednak nie jestem słoniem i urodzę wcześniej.
Jutro idę do szpitala na KTG, a jeszcze wczoraj historie, które wydarzały się w moim brzuchu, podbrzuszu i wszystkich tamtych okolicach, mogły wskazywać na to, że "wiedz, że coś się dzieje". Dziewczęta znajome pocieszają - tych skurczy nie da się z niczym pomylić. Pozostaje mi po pierwsze - wierzyć, a po drugie - cierpliwie czekać.
Zdaje się, że syndrom "wicia gniazda" przybrał wymiary ekstremalne, bo wczoraj to już nawet muffiny upiekłam, a od liceum nic co ciasto w jakikolwiek sposób (słodkie oczywiście) przypomina nie wyprodukowałam.
Także tak.
Jutro idę do szpitala na KTG, a jeszcze wczoraj historie, które wydarzały się w moim brzuchu, podbrzuszu i wszystkich tamtych okolicach, mogły wskazywać na to, że "wiedz, że coś się dzieje". Dziewczęta znajome pocieszają - tych skurczy nie da się z niczym pomylić. Pozostaje mi po pierwsze - wierzyć, a po drugie - cierpliwie czekać.
Zdaje się, że syndrom "wicia gniazda" przybrał wymiary ekstremalne, bo wczoraj to już nawet muffiny upiekłam, a od liceum nic co ciasto w jakikolwiek sposób (słodkie oczywiście) przypomina nie wyprodukowałam.
Także tak.
5.11.11
Lęki nieznanej prowieniencji
Są chwile, kiedy na poważnie się lękam.
Dziwny to strach, bo jakiś taki bez przyczyn.
Boję się, że nie uniosę, że nie dam rady, że się zgubię.
Nakręcam wtedy spiralę paranoi, wyolbrzymiam problemy.
* * *
Jest czwarta w nocy piszę przez chwilę
To, co mi się we łbie ułożyło
I własnie dlatego pewnie kobiety w ciąży powinny wcześnie chodzić spać, żeby nie szyć zbędnych paranoi.
Kiedy tak jestem sama w domu, bardzo tęsknię do C. Czy to potrzeba bezpieczeństwa?
FUCK!!! Dziwny jest ten układ hormonalny.
Dobranoc
Dziwny to strach, bo jakiś taki bez przyczyn.
Boję się, że nie uniosę, że nie dam rady, że się zgubię.
Nakręcam wtedy spiralę paranoi, wyolbrzymiam problemy.
* * *
Jest czwarta w nocy piszę przez chwilę
To, co mi się we łbie ułożyło
I własnie dlatego pewnie kobiety w ciąży powinny wcześnie chodzić spać, żeby nie szyć zbędnych paranoi.
Kiedy tak jestem sama w domu, bardzo tęsknię do C. Czy to potrzeba bezpieczeństwa?
FUCK!!! Dziwny jest ten układ hormonalny.
Dobranoc
10.10.11
tymczasem na basenie
- A Pani to pływa jak łódź podwodna, normalnie.
- Hmm... No trochę już jestem gruba. Wie pani, ósmy miesiąc.
- Ale że co?
- Ale że ósmy miesiąc ciąży.
- No nieprawdopodobne. Ja to jestem chyba starej daty. To tak można?
- Można.
- Hmm... No trochę już jestem gruba. Wie pani, ósmy miesiąc.
- Ale że co?
- Ale że ósmy miesiąc ciąży.
- No nieprawdopodobne. Ja to jestem chyba starej daty. To tak można?
- Można.
29.8.11
ironia losu - dieta!
To naprawdę ironia losu. Przecież ja nigdy, ale to nigdy nie byłam na diecie. Co więcej, gardziłam tematem głośno i konsekwentnie (chociaż w jakiejś kwestii konsekwentnie). I co mi przyszło? Dla dobra Czesława poddałam się żywieniowej racjonalizacji i rutynizacji.
I ironia losu numer dwa. Tak jak nigdy nie byłam na diecie, tak i specjalnie mocno nie angażowało mnie jedzenie słodyczy. Aż do czasu ciąży.
No więc czemu tak to się dzieje, ja się pytam? Toż miał to być popas dla mojego apetytu. Tymczasem - warzywka, chudziutko i gorzko bardziej niż słodko i nawet nie słono!!!
Tęsknię do Was, kochane węglowodany.
I ironia losu numer dwa. Tak jak nigdy nie byłam na diecie, tak i specjalnie mocno nie angażowało mnie jedzenie słodyczy. Aż do czasu ciąży.
No więc czemu tak to się dzieje, ja się pytam? Toż miał to być popas dla mojego apetytu. Tymczasem - warzywka, chudziutko i gorzko bardziej niż słodko i nawet nie słono!!!
Tęsknię do Was, kochane węglowodany.
23.6.11
piąty miesiąc puka puk puk puk
Energia mnie rozwala, no chyba że akurat chce mi się spać. Znów jestem w tym mieście nad Szprewą, w którym czuję się już powoli jakby u siebie.
I cieszę się bardzo, że będę mogła Czesiowi pokazać, jak dorośnie już trochę i przestanie robić w pieluchy, to zdjęcie, mówiąc:
"O, tak Twoja mama w piątym miesiącu po berlińskich dachach skakała".
W ogóle to trochę się boję. Najbardziej boję się tego, jak z niego zrobić człowieka. I kiedy tak już jestem zestrachana najbardziej, to myślę sobie, że jednak z fajnych rodziców nie powinien wyjść łajdak żaden, bandyta, luj. No jeśli już któryś, to luj najbardziej.
***
Żałuję, że nie mogę jeździć na rowerze. To chyba najszybszy środek lokomocji w mieście nad Szprewą. No cóż, do następnego razu - do lipca 2012. Wtedy dosiądę cruisera i będę śmigać przez mosty i ulice z otagowanymi kamienicami wśród lekkiego zapachu trawy unoszącego się bez strachu przed przymusowym leczeniem.
I cieszę się bardzo, że będę mogła Czesiowi pokazać, jak dorośnie już trochę i przestanie robić w pieluchy, to zdjęcie, mówiąc:
"O, tak Twoja mama w piątym miesiącu po berlińskich dachach skakała".
W ogóle to trochę się boję. Najbardziej boję się tego, jak z niego zrobić człowieka. I kiedy tak już jestem zestrachana najbardziej, to myślę sobie, że jednak z fajnych rodziców nie powinien wyjść łajdak żaden, bandyta, luj. No jeśli już któryś, to luj najbardziej.
***
Żałuję, że nie mogę jeździć na rowerze. To chyba najszybszy środek lokomocji w mieście nad Szprewą. No cóż, do następnego razu - do lipca 2012. Wtedy dosiądę cruisera i będę śmigać przez mosty i ulice z otagowanymi kamienicami wśród lekkiego zapachu trawy unoszącego się bez strachu przed przymusowym leczeniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)