Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adamski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adamski. Pokaż wszystkie posty

27.12.11

u Adamskiego

Pewnie nigdy tego nie zapomnę. Po nakarmieniu Cze zabrałam portfel, torbę, przebrałam się w ubrania sprzed ciąży i najbardziej na świecie dumna z tego, że mam kozaki, a nie buty na przylepiec, powędrowałam w stronę Krasickiego. To było w piątek, dzień przed Wigilią. A wszystko pod pretekstem zakupu włoszczyzny na zupę grzybową - jedyną potrawę, którą na te święta przygotowałam, choć i pewnie od tego mogłabym się wykręcić. Z tego wielkiego podniecenia niemalże zapomniałam, po co do tego sklepu poszłam. Twarze ekspedientek z Adamskiego zdawały się mówić: "ooo, nie ma pani już tego brzucha", bo wzrok rzeczywiście miały skierowany tak, jakby chciały przeciąć mnie na pół.
Ten spacer to był czad, bo po prostu był!