Jutro wielki dzień. Właściwie umownie chyba wielki, bo i kalendarz jest rzeczą umowną. Cze kończy roczek.
O tej porze rok temu w wielkich bólach (między bajki można włożyć teorię, że niby się o tym bólu zapomina) próbowałam wydać na świat tego małego chłopca Czesława Tytusa. Bezskutecznie. Strudzona walką zdołałam chyba utrudzić również lekarzy, bo o godzinie 5.50 wyciągnęli mi Cze z brzucha, korzystając z błogosławieństwa medycyny w postaci cesarskiego cięcia.
Wtedy też światło dzienne ujrzał młodzian, bez którego nie wyobrażam sobie teraz życia. Codziennie dostarcza mi wiele radości i nie mogę uwierzyć w tę dziwną świata konstrukcję, że tak wiele przed nim jeszcze, a i trochę przed nami razem.
Może i instynktownie przedłużamy ten nasz podły gatunek, nie przeczę, i może trochę sami chcemy sobie zrobić lepiej. Ale kiedy Cze budzi się rano (pomijając momenty, jak to miał przez chwilę w zwyczaju budzić się o godzinie 4.30) i wita mnie tym swoim bananem na twarzy i plątaniną nic nieznaczących sylab, to naprawdę mam motor do działania.
Fajne chłopaki te moje chłopaki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
5.12.12
30.1.12
odlot
W czasie konsumpcji formanowego "Odlotu"
Ja: Uciekłeś kiedyś z domu?
C: No, ze dwa razy. Raz tak na całą noc.
Ja: Acha, no i co?
C: No nic, miałem potem przez chwilę spokój.
Po dłuższej chwili:
Ja: Ej, ale ja nie chcę, żeby Czesiu uciekał.
C: Nie martw się, nie ucieknie, na razie nawet chodzić nie umie.
Ja: Uciekłeś kiedyś z domu?
C: No, ze dwa razy. Raz tak na całą noc.
Ja: Acha, no i co?
C: No nic, miałem potem przez chwilę spokój.
Po dłuższej chwili:
Ja: Ej, ale ja nie chcę, żeby Czesiu uciekał.
C: Nie martw się, nie ucieknie, na razie nawet chodzić nie umie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
