Najbardziej to mnie jednak śmieszy nazwa "Dzienniczek samokontroli".
25.8.11
22.8.11
Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień
Dziś własnie dotarło do mnie po burzliwej dyskusji z Cypisem, jak łatwo przychodzi mi oceniać, a jakie to właściwie słabe i bezpodstawne często jest.
21.8.11
Tak wygląda moje miasto w sezonie
W rejony Skweru Kościuszki zapuszczam się niezwykle rzadko. A już prawie w ogóle w sezonie.
Dziś, w tę piękną niedzielę o wysokim indeksie glikemicznym, podążałam trasą turysty w laczu. I takie cuda widziałam.
Dziś, w tę piękną niedzielę o wysokim indeksie glikemicznym, podążałam trasą turysty w laczu. I takie cuda widziałam.
| Nawet tak najgorzej to straszydło nie wygląda z tej perspektywy |
| Dary |
| Nie ma Czesia:/ |
| Królestwo durnostojek |
| Pirat z Łąkowej zmartwychwstał, Alleluja! |
17.8.11
nie ogarniam
Dziś rano wybudziłam się z koszmaru. Bohaterem tego odcinka - Czesław. Totalnie nic przy nim nie umiałam ogarniać. Zapomniałam, że trzeba go karmić piersią i przypomniałam sobie dopiero po dwóch tygodniach. Na szczęście okazało się, że jest tam jeszcze mleko i że on umie je konsumować. A co jadł do tej pory? Flipsy, owocki i inne rzeczy, które sam sobie znalazł!!!
W ogóle to wyglądał na 3 miesięczne dziecko i było ciepło w tym śnie moim. Ale też na przykład strasznie wiało, a ja nie miałam dla Czesia czapeczki. Okazało się, że też nigdy nie przebrałam mu pieluszki.
Nie, no masakra ogólna. Koszmar totalny.
I potem pomyślałam o tym wszystkich kwiatkach, które zasuszyłam...
W ogóle to wyglądał na 3 miesięczne dziecko i było ciepło w tym śnie moim. Ale też na przykład strasznie wiało, a ja nie miałam dla Czesia czapeczki. Okazało się, że też nigdy nie przebrałam mu pieluszki.
Nie, no masakra ogólna. Koszmar totalny.
I potem pomyślałam o tym wszystkich kwiatkach, które zasuszyłam...
8.8.11
Ta moja tendencja do egzageracji
Gdybym mogła być mężczyzną heeeijej!!!
Supermenem to ja już jestem, takie mam czasem wrażenie.
Ale czemu ja się tak zawsze muszę wszystkim przejmować?
Od trzech nocy budzę się koło 2-3 i zaliczam przerwę we śnie. I myśli mi wtedy ulatują nie tam, gdzie trzeba, czyli do spółki giełdowej. Próbuję zmienić ich kierunek w stronę CJNu - to takie najnowsze ugrupowanie prodziecięce Czesław Jest Najważniejszy.
Ech... I te sny jakieś takie koszmarne.
Byle do wieczora...
Supermenem to ja już jestem, takie mam czasem wrażenie.
Ale czemu ja się tak zawsze muszę wszystkim przejmować?
Od trzech nocy budzę się koło 2-3 i zaliczam przerwę we śnie. I myśli mi wtedy ulatują nie tam, gdzie trzeba, czyli do spółki giełdowej. Próbuję zmienić ich kierunek w stronę CJNu - to takie najnowsze ugrupowanie prodziecięce Czesław Jest Najważniejszy.
Ech... I te sny jakieś takie koszmarne.
Byle do wieczora...
29.7.11
gdzie te ruchy, gdzie gdzie gdzie???
22 tydzień. Badania połówkowe. USG 4D (nadal nie wiem, skąd ta cyferka 4 :/)
Pani doktor: Jak dzidzia będzie miała na imię?
Ja: Czesław
PD: Ładnie. Tak nietypowo.
A czuje Pani ruchy?
Ja: No nie wiem, chyba są jakieś delikatne, a ja, wie pani, jakoś tak mam tego tłuszczu troszkę. I do końca nie jestem przekonana, czy to wzdęcia czy ruchy.
PD: Ale wie pani, wzdęcia? tak codziennie? nie do końca to chyba normalne.
Ja: No nie. ale ja nadal nie do końca wiem, co to za uczucie.
PD: Wie pani, pacjentki mówią, że to trochę, jakby motylek w brzuszku przelatywał...
No więc nie przelatuje u mnie motylek.
Pół godziny później u doktora o semantycznym nazwisku i gorzkim poczuciu humoru (dobrze, że nie został geriatrą):
P: O widzę, że Pani doktor uznała synka za zdrowego (Alleluja!!! na szczęście, odszedł stres, z którym N I K T z bliskich nie empatyzował). A czy czuje pani ruchy?
Ja: No nie wiem, czy nie mylę tego ze wzdęciami. Pani doktor mówiła, że to takie ruchy jakby motylka.
P: Wie Pani, ja to nie wiem, bo nigdy nie byłem w ciąży. Ale mi pacjentki mówią, że to, jakby rybka przepływała...
No więc teraz, w 24 tygodniu, czuję bardziej, jakbym płetwą od tej rybki dostawała. Czesiu rusza się, szczególnie mocno po przed chwilą zjedzonym Merci. Merci, Czesiu, że jesteś tu.
Pani doktor: Jak dzidzia będzie miała na imię?
Ja: Czesław
PD: Ładnie. Tak nietypowo.
A czuje Pani ruchy?
Ja: No nie wiem, chyba są jakieś delikatne, a ja, wie pani, jakoś tak mam tego tłuszczu troszkę. I do końca nie jestem przekonana, czy to wzdęcia czy ruchy.
PD: Ale wie pani, wzdęcia? tak codziennie? nie do końca to chyba normalne.
Ja: No nie. ale ja nadal nie do końca wiem, co to za uczucie.
PD: Wie pani, pacjentki mówią, że to trochę, jakby motylek w brzuszku przelatywał...
No więc nie przelatuje u mnie motylek.
Pół godziny później u doktora o semantycznym nazwisku i gorzkim poczuciu humoru (dobrze, że nie został geriatrą):
P: O widzę, że Pani doktor uznała synka za zdrowego (Alleluja!!! na szczęście, odszedł stres, z którym N I K T z bliskich nie empatyzował). A czy czuje pani ruchy?
Ja: No nie wiem, czy nie mylę tego ze wzdęciami. Pani doktor mówiła, że to takie ruchy jakby motylka.
P: Wie Pani, ja to nie wiem, bo nigdy nie byłem w ciąży. Ale mi pacjentki mówią, że to, jakby rybka przepływała...
No więc teraz, w 24 tygodniu, czuję bardziej, jakbym płetwą od tej rybki dostawała. Czesiu rusza się, szczególnie mocno po przed chwilą zjedzonym Merci. Merci, Czesiu, że jesteś tu.
20.7.11
wspomnienie z Costa De La Luz
| Atlanterra, tam mieszka hiszpański burżuj |
W takie dni przypominam sobie obrazy z pięknego hiszpańskiego wybrzeża. To naprawdę kuriozalne, że zaledwie 20 km od obleśnego, betonowego i kamienistego Costa Del Sol można znaleźć stosunkowo odludne, piaszczyste plaże, na których nie piętrzy się turysta w klapku.
Około 50 km na zachód od Tarify, w której wiatr wieje przezajebiście i której stare miasto zauroczy każdego, na końcu drogi znajduje się Atlanterra z uroczą plażą, na której co 50 metrów spotkać można golasa, choć nie jest to plaża dla nudystów. To właśnie tu, a nie na komercyjnym Costa del Sol, swoje wille nad morzem mają hiszpańscy milionerzy (ci oczywiście, którym udało się uniknąć kryzysu ;p). I to jest obraz jak z bajki - oczywiście kiczowaty po stokroć. Bo wyobraźcie sobie taki obrazek, że z tarasu swojego przeszklonego, nowoczesnego domu widać słońce które topi się w Atlantyku. I plażę widać też, bo ten dom jest na wzgórzu. To jeden z tych kiczowatych obrazków, które mogłabym widywać codziennie.
Oczywiście w Atlanterze nie ma campingów, to przyczółek dla bogacza wszak. Pocampować można w Los Caños de Meca, my ze względu na mój błogosławiony stan zatrzymaliśmy się w jednym z nielicznych tu hostali. Bo żeby było jasne - w tym raju nie ma hoteli i niech nigdy nie powstaną alleluja. Te okolice to po prostu przezajebiste miejsce, pełne młodych ludzi, hippisów i z reguły Hiszpanów po prostu. Nie ma tu żadnego lansu i nikomu nie przeszkadza, że na plażach nie ma pryszniców. Można znaleźć zupełnie odludne miejsca pomiędzy skałami na. I na pewno, jeśli gdzieś w Andaluzji chce się poplażować, to na pewno właśnie tam. Amęt.
Subskrybuj:
Posty (Atom)