27.5.12

W Toroncie, na Heatherze

Moja prowokacja się udała. Napisałam na FB, że pozdrawiam z Kanady. Kilka osób się wkręciło, a jeden znajomy to nawet zaprosił do siebie, do Edmonton.
A ja byłam w Toroncie, ale w Kujpomie. Tu, niedaleko, dwie godzinki autostradą. Lubię tę naszą Kanadę. Heather (Wrzosy) też są spoko. No i Toronto ma fajną przestrzeń wystawienniczą - CSW.


10.5.12

Morze, nasze morze

Kiedy Maciek zaproponował mi rejs z Jastarni do Górek Zachodnich, to poczułam się jak dziecko. Ucieszyłam się jak głupia, bo dawno nie żeglowałam, to po pierwsze, a po drugie, mogłam się odpiąć totalnie od codzienności i popatrzeć w bezkres.
Jak przystało na Bałtyk w kwietniu zimno było jak cholera, a ja trochę jak turystka się wyszykowałam. Na szczęście Kapitan nie zawiódł i miał dodatkową odzież, dzięki czemu nie zamarzłam.
Kiedy dopływaliśmy do Górek było już słonecznie i ciepło. Nie udało się pożeglować, bo wiało w mordę, a cel trzeba było osiągnąć w czasie określonym.
Zdołaliśmy jeszcze zajrzeć na chwilę na Stocznię.
A oto fotorelacja przyobiecana Kamilowi.
















7.5.12

This must be the place - a po polsku - "wszystkie odloty cheyenne'a????"

Już w tytule się pytam, wtf z tym tłumaczeniem??? I zaraz szybciutko sobie odpowiadam - wiadomo: dystrybutor, pieniądze, klikalność w młodym targecie może. Pieniądze, krótko mówiąc, te same, co niby szczęścia nie dają.
Olać tłumaczenie polskie.
"This must be the place" to świetny film drogi, o dojrzewaniu, podejmowaniu ważnych decyzji, sprawiedliwości, miłości, przywiązaniu, nudzie, znużeniu, blazie, przemijaniu. Chyba lubię filmy drogi. Lubię epizody z przypadkowo, a jednak celowo spotkanymi ludźmi, którzy zmieniają spojrzenie bohaterów.
This must be... to prześwietna muzyka i olśniewająca kreacja Seana Penna (nominacja będzie do Oscara i nie tylko).
Film, po wyjściu z którego na twarzy pojawia się banan i nadzieja, że tu jest Twoje miejsce, tu jest Twój dom.

Bez koko koko czyli kilka dni w oflajnie

Wróciliśmy z C i Cze z wakacji znad chłodnego polskiego morza i upalnej wsi Lubocień. Żyliśmy w pełnej nieświadomości, że wybrano JUŻ piosenkę reprezentacji na EURO i nie mogliśmy, w przeciwieństwie do widzów TVP i Radia Zet, zdecydować, który spośród wielu fajnych hitów najbardziej nam, niekibicom-polakom, w duszy gra (za to obejrzeliśmy - ja oczywiście wzorowo przespałam - cztery części Gwiezdnych Wojen i chyba już nawet zaczynam rozumieć całą tę intrygę).
Majówka = familiada i do tego międzynarodowa, bo z Niemcami. Rillajf. W całej okazałości, ale i w pięknych okolicznościach wsi rybackiej i tucholskiej, wsi spokojnej, wsi wesołej.
Sielana od piątej rana.

I koko też, i mu, i kukuryku.







18.4.12

Though "People are strange"

Właściwie siłą napędową słomiaczka są wspaniali ludzie wokół. I kiedy już bywa tak naprawdę źle i chciałabym wyrzygać się komuś na buty, to te buty znajdują się łatwo... Bo wokół mnie są ciepli przyjaciele z prawdziwymi emocjami i rzeczywistym oddaniem.
I choć ludzie są dziwni, to dla Was, kochani, ta dedykacja...

10.4.12

Bojowa pieśń tygrysicy

Od kilku miesięcy mamy z Ce spore wyzwanie przed sobą i pewnie potrwa ono aż do końca naszych dni - czyli jak wychować Cze na porządnego i fajnego człowieka. Zadanie to pewnie trudne i będzie niejednokrotnie spędzać nam sen z powiek, ale kiedy ostatnio próbowałam podjąć temat z Ce (vide: jak my to zrobimy???), ten z pełnym spokojem powiedział, że liczy na współpracę (współpracę Cze oCZEwiście).
Nie tylko my rozumiemy powagę stojącego przed nami wyzwania. Mamy duże wsparcie u przyjaciół, w tym byłych dziewcząt Ce, a konkretnie O mam na myśli. W trosce o pomoc przy rozwiązywaniu dylematów wychowawczych O podarowała nam na Gwiazdkę (tak, tak, z byłymi dziewczętami Ce i z większością moich byłych żyjemy w zgodzie i pokoju, i, owszem, robimy sobie prezenty) Bojową pieśń tygrysicy Amy Chua. To bardzo lekka i zabawna książka o tym, jak twardo egzekwować od dzieci posłuszeństwo i jak stawiać im wyzwania, po prostu: jak być chińską matką. Chua stawia swoje metody wychowawcze w opozycji do luźnego anglosaskiego, a konkretnie amerykańskiego stylu wychowania. Chińska matka się nie pierdoli, krótko mówiąc. Dyscyplina, konsekwencja i upór towarzyszą metodom wychowawczym Amy. Obawiam się, że niestety poza uporem żadne z powyższych z mojego charakteru nie wynika.
Książkę polecam gorąco, bo jest lekka, łatwa i przyjemna. Jednakowoż najbardziej chyba polecam młodym albo i niemłodym, ale jednak rodzicom.
A jak wychować Cze na porządnego i fajnego człowieka? Polecimy na punka, a co tam, to musi się udać ;)

8.4.12

Modlitwa o stolec

Tak chciałam nawiązać do duchowego wymiaru Świąt Wielkiej Nocy. No cóż, nie znajduję, to prawda. Za to lubię się najeść i ponarzekać. Zawsze to dobry temat do smoltoków.
W tym roku po raz pierwszy wydawałam wielkanocne śniadanie. Był żur mojej produkcji i sernik, resztę przyniosła Mama (Mama - człowiek instytucja, nieoceniona, choć, jak wiadomo, czasem denerwuje;) ). Jeszcze wczoraj popłakałam się, bo sernik rzekomo mnie się nie udał. Cypis ocenił: "nie martw się, kochanie, i tak zjedzą". Miał rację - zjedli. I tu powinno się pokazać zdjęcie sernika, ale się nie pokaże, bo zjedli.
I tak po 9 godzinach, które zdawały mi się być monologiem Babci C. (i chyba były) goście opuścili domostwo, a ja zaległam bez życia i nawet nie denerwowałam się, że Cze zasnąć nie może, bo przecież tak słodko i błogo paczał mi w oczy...
No i modlę się, wiadomo o co.
A więc: Alleluja! I do przodu!!!
A jakby kto był chętny podam przepis Mamy na sernik.