Korea fascynuje mnie od dawna, tak jak historia Związku Radzieckiego, czy Chin. Wciąż zadziwia mnie fenomen społeczeństw totalitarnych, mocy ich przywódców i jednoczesnej niemocy poddanych narodów. Mam wrażenie, że Azjaci na tego typu zarządzanie są podatni jeszcze bardziej.
Zadziwia mnie też fakt, do czego może posunąć się człowiek walczący o przetrwanie. Ludzka bezwzględność nie zna granic i sprowadza nas w sytuacjach ekstremalnych do pozycji niemyślących zwierząt.
Wielki głód w Korei Północnej w latach 90-tych złamał nawet najtwardsze jednostki.
"Światu nie mamy czego zazdrościć" to cykl reportaży napisanych przez dziennikarkę Los Angeles Times - Barbarę Demick - stworzonych na podstawie wywiadu z uciekinierami z Korei Północnej. Opowieści te są o tyle ciekawe, że ich bohaterowie to przedstawiciele różnych klas społecznych, bo choć teoretycznie wszyscy Koreańczycy są równi, to tak naprawdę społeczeństwo koreańskie jest bardzo zróżnicowane ze względu na pochodzenie.
Uciekinierzy obnażają fasadowość propagandy reżimu Kim Zong Ila (książka została napisana i wydana jeszcze przez śmiercią Wielkiego Przywódcy), opisują wielki głód, który zdziesiątkował ich naród. Piszą o trudach codziennej walki o ziarnko ryżu.
Największym fenomenem jest jednak ślepa wiara milionów Koreańczyków, że imperialistyczne Stany Zjednoczone czy Korea Południowa żyją w jeszcze większej biedzie. Siła propagandy nie zna granic.
28.2.12
20.2.12
"Kieł" - rozbolało mnie wszystko
Giorgos Lanthimos trafił do jednego wora z Larsem von Trierem i Michaelem Heneke, czyli do grupy reżyserów, którzy perswazyjnie uderzają widza w głowę wielkim młotem, których filmy po prostu bolą, fizycznie bolą.
Taka obolała byłam w czasie oglądania "Kła".
To historia greckiej rodziny - psychicznego ojca, który postanawia wychowywać swoje dzieci w izolacji przed światem zewnętrznym (rola matki jest tu mniej istotna, zdaje się, że po prostu poddaje się woli męża). Oboje rodzice przekazują dzieciom przeinaczone pojęcia. I tak matka na pytanie córki, co to jest "cipa" odpowiada, że to klawiatura. Ale właściwie wydaje się, że akurat ta kwestia jest po prostu pewnym pomysłem reżysera na narracje i wypełnienie luk pomiędzy strasznymi skutkami, jakie wywołuje w zachowaniu (dorosłych już zresztą) dzieci izolacja.
Niewyżyty seksualnie brat sypia ze swoją siostrą, bo na taki pomysł wpada jego ojciec, chcąc pohamować jego nadmierny popęd seksualny - to tylko jeden z przykładów, pokazujący do czego prowadzi próba alternatywnego modelu rodziny.
Krytycy filmu zarzucają mu, że za całą jego kontrowersją i perwersją nic nie stoi, że brak mu jasnego przekazu. Jak dla mnie produkcja ma dwa wymiary. Pierwszy, rzekłabym - "fritzlowy", mówiący o tym, że są wśród nas takie rodziny i to nie tylko w patologii i że są rodzice zdolni do czynienia takich zbrodni wobec własnych dzieci, często skądinąd w przekonaniu, że jest to słuszne. I drugi - będący metaforą wszelkiej izolacji społecznej, wyłączenia pojedynczych ludzi, grup społecznych, państw od ich otoczenia.
Jako istota wysoce społeczne w pełnie się z tezą filmu zgadzam :)
Taka obolała byłam w czasie oglądania "Kła".
To historia greckiej rodziny - psychicznego ojca, który postanawia wychowywać swoje dzieci w izolacji przed światem zewnętrznym (rola matki jest tu mniej istotna, zdaje się, że po prostu poddaje się woli męża). Oboje rodzice przekazują dzieciom przeinaczone pojęcia. I tak matka na pytanie córki, co to jest "cipa" odpowiada, że to klawiatura. Ale właściwie wydaje się, że akurat ta kwestia jest po prostu pewnym pomysłem reżysera na narracje i wypełnienie luk pomiędzy strasznymi skutkami, jakie wywołuje w zachowaniu (dorosłych już zresztą) dzieci izolacja.
Niewyżyty seksualnie brat sypia ze swoją siostrą, bo na taki pomysł wpada jego ojciec, chcąc pohamować jego nadmierny popęd seksualny - to tylko jeden z przykładów, pokazujący do czego prowadzi próba alternatywnego modelu rodziny.
Krytycy filmu zarzucają mu, że za całą jego kontrowersją i perwersją nic nie stoi, że brak mu jasnego przekazu. Jak dla mnie produkcja ma dwa wymiary. Pierwszy, rzekłabym - "fritzlowy", mówiący o tym, że są wśród nas takie rodziny i to nie tylko w patologii i że są rodzice zdolni do czynienia takich zbrodni wobec własnych dzieci, często skądinąd w przekonaniu, że jest to słuszne. I drugi - będący metaforą wszelkiej izolacji społecznej, wyłączenia pojedynczych ludzi, grup społecznych, państw od ich otoczenia.
Jako istota wysoce społeczne w pełnie się z tezą filmu zgadzam :)
12.2.12
Chcemy być nowocześni - Cze w muzeum
W swoim krótkim, dwumiesięcznym żywocie Cze zdążył już być w muzeum dwa razy, oba w Muzeum Miasta Gdyni, w tym raz na wernisażu.
Ja, znana ze swojej skrupulatności, zobaczyłam na pewnym portalu społecznościowym wydarzenie o wystawie polskiego designu lat 50-tych i 60-tych. No i oczywiście postanowiłam pójść. A jak już iść, to z Cze oczywiście. Wiadomo, od dziecka wykształcamy w nim poczucie smaku ;)
Dopiero, kiedy dotarliśmy na miejsce, skumałam, że przecież ja na tej wystawie już byłam w Narodowym w Warszawie. I pamiętam, że nie specjalnie mnie ta wystawa kręciła, wielu rzeczy mi tam brakowało, jak na skalę Muzeum Narodowego. Natomiast, trzeba oddać, w gdyńskim muzeum wystawa leży jak ulał. Nie wiem, czemu tak to jest, że w Gdyni wszystko lepiej wygląda ;) Koleżanka kustoszka z naszego muzeum powiedziała, że "babki" z Narodowego mówiły, że zbiory są większe, ale nie zdążyli wszystkiego ściągnąć. No i tego to ja już naprawdę nie kumam.
Ach, chciałabym u Babci odkopać takie stare szkło, porcelanę z Ćmielowa, fotele...
Wystawę polecam wszystkim tym, którzy lubią ładne przedmioty.
Ja, znana ze swojej skrupulatności, zobaczyłam na pewnym portalu społecznościowym wydarzenie o wystawie polskiego designu lat 50-tych i 60-tych. No i oczywiście postanowiłam pójść. A jak już iść, to z Cze oczywiście. Wiadomo, od dziecka wykształcamy w nim poczucie smaku ;)
Dopiero, kiedy dotarliśmy na miejsce, skumałam, że przecież ja na tej wystawie już byłam w Narodowym w Warszawie. I pamiętam, że nie specjalnie mnie ta wystawa kręciła, wielu rzeczy mi tam brakowało, jak na skalę Muzeum Narodowego. Natomiast, trzeba oddać, w gdyńskim muzeum wystawa leży jak ulał. Nie wiem, czemu tak to jest, że w Gdyni wszystko lepiej wygląda ;) Koleżanka kustoszka z naszego muzeum powiedziała, że "babki" z Narodowego mówiły, że zbiory są większe, ale nie zdążyli wszystkiego ściągnąć. No i tego to ja już naprawdę nie kumam.
Ach, chciałabym u Babci odkopać takie stare szkło, porcelanę z Ćmielowa, fotele...
Wystawę polecam wszystkim tym, którzy lubią ładne przedmioty.
| To motto zdaje się być cały czas aktualne |
| Ja to kce!!!! |
| Chłopaki |
| I ten fotel też kcę!!! |
| Przemek Dyakowski z ekipą grali standardy jazzowe z lat 50-tych i 60-tych, więc w sumie był to też pierwszy koncert Czesia |
| Dlatego miał już odpowiednie podstawy do dyrygentury |
Etykiety:
60-te,
czesio,
ćmielów,
design,
Gdynia,
lata 50-te,
muzeum miasta gdyni,
muzeum narodowe,
porcelana,
przemek dyakowski,
szkło,
wojciech szczurek,
wystawa
9.2.12
30.1.12
odlot
W czasie konsumpcji formanowego "Odlotu"
Ja: Uciekłeś kiedyś z domu?
C: No, ze dwa razy. Raz tak na całą noc.
Ja: Acha, no i co?
C: No nic, miałem potem przez chwilę spokój.
Po dłuższej chwili:
Ja: Ej, ale ja nie chcę, żeby Czesiu uciekał.
C: Nie martw się, nie ucieknie, na razie nawet chodzić nie umie.
Ja: Uciekłeś kiedyś z domu?
C: No, ze dwa razy. Raz tak na całą noc.
Ja: Acha, no i co?
C: No nic, miałem potem przez chwilę spokój.
Po dłuższej chwili:
Ja: Ej, ale ja nie chcę, żeby Czesiu uciekał.
C: Nie martw się, nie ucieknie, na razie nawet chodzić nie umie.
29.1.12
Mama odpina wrotki
Ruski wieczór miał pójść zgodnie ze wcześniej uszytą koncepcją - 2.00 w domu. Niestety wymknął się spod kontroli. Czas przestał istnieć, szczególnie że do mózgu przedostała się informacja o grzecznym przez Cze spaniu.
Tak więc mama odpięła wrotki i poddała się słowom starego dobrego szlagieru: "tańcz, głupia, tańcz".
Skakałam niemal pod sufit do tego numeru:
Pomyśleć, że ma już 11 lat... Co to znaczy? To znaczy, że lata lecą, ludzie matkami zostają, ale nadal potrafią odpiąć wrotki. Elo!
Już werbalizowałam chęć do tego, żeby zrobić imprezę przy kawałkach z przełomu tysiąclecia - taką dla weteranów. Kto wie, może moje urodziny...
Tak więc mama odpięła wrotki i poddała się słowom starego dobrego szlagieru: "tańcz, głupia, tańcz".
Skakałam niemal pod sufit do tego numeru:
Pomyśleć, że ma już 11 lat... Co to znaczy? To znaczy, że lata lecą, ludzie matkami zostają, ale nadal potrafią odpiąć wrotki. Elo!
Już werbalizowałam chęć do tego, żeby zrobić imprezę przy kawałkach z przełomu tysiąclecia - taką dla weteranów. Kto wie, może moje urodziny...
26.1.12
i tak mijają godziny, dni, miesiące...a Cze!
Wraz z Cze do mojego życia wkradła się rutyna, ale nie chcę jej wypraszać. Celebruję każdą chwilę z młodziakiem, bo cieszy mnie to, jak szybko się zmienia. Śmieszy mnie jego jedno odstające ucho i nie mogę uwierzyć, kiedy przypadkiem pacnie w karuzelkę nad łóżkiem. Martwię się, kiedy wieczorami płacze, a ja nie wiem, czemu tak się dzieje. Pamiętam moment, kiedy świadomie się do mnie uśmiechnął i był to prawdziwy uśmiech, a nie jakiś grymas po tym, jak puścił bąka.
Wybaczam mu, kiedy wieczorami chce być towarzyski, bo w sumie ma przecież po kim. I z pozytywnym nastawieniem wstaję do niego z rana, choć nie mogę jeszcze rozkleić oczu. I powoli magiczne się robi to, że po przystawieniu do piersi przestaje płakać i śmieszne jest to, jak pije łapczywie, bo i łakomstwo ma wpisane w genotyp.
Ale celebruję też moment, kiedy wychodzę z domu dokądkolwiek i mogę na chwilę się od tego wszystkiego odłączyć. Zawsze jednak z tyłu głowy pozostaje troska o Cze. Spoko jest to macierzyństwo.
Wybaczam mu, kiedy wieczorami chce być towarzyski, bo w sumie ma przecież po kim. I z pozytywnym nastawieniem wstaję do niego z rana, choć nie mogę jeszcze rozkleić oczu. I powoli magiczne się robi to, że po przystawieniu do piersi przestaje płakać i śmieszne jest to, jak pije łapczywie, bo i łakomstwo ma wpisane w genotyp.
Ale celebruję też moment, kiedy wychodzę z domu dokądkolwiek i mogę na chwilę się od tego wszystkiego odłączyć. Zawsze jednak z tyłu głowy pozostaje troska o Cze. Spoko jest to macierzyństwo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


