23.6.11

piąty miesiąc puka puk puk puk

Energia mnie rozwala, no chyba że akurat chce mi się spać. Znów jestem w tym mieście nad Szprewą, w którym czuję się już powoli jakby u siebie.
I cieszę się bardzo, że będę mogła Czesiowi pokazać, jak dorośnie już trochę i przestanie robić w pieluchy, to zdjęcie, mówiąc:

"O, tak Twoja mama w piątym miesiącu po berlińskich dachach skakała".
W ogóle to trochę się boję. Najbardziej boję się tego, jak z niego zrobić człowieka. I kiedy tak już jestem zestrachana najbardziej, to myślę sobie, że jednak z fajnych rodziców nie powinien wyjść łajdak żaden, bandyta, luj. No jeśli już któryś, to luj najbardziej.

***

Żałuję, że nie mogę jeździć na rowerze. To chyba najszybszy środek lokomocji w mieście nad Szprewą. No cóż, do następnego razu - do lipca 2012. Wtedy dosiądę cruisera i będę śmigać przez mosty i ulice z otagowanymi kamienicami wśród lekkiego zapachu trawy unoszącego się bez strachu przed przymusowym leczeniem.

13.6.11

same wujki dobre rady

Tylu doradców, co w ciąży, to się, mam nadzieję, nie ma nigdy. Bo jeśli tak samo intensywnie będą mi ludzie w okół doradzać na temat wychowania potomstwa, to chyba pierdolnę. Co słyszę teraz? No skrajnie różne opinie, ale wszystkie biorą się z dobrego serca, w co na serio nie wątpię, ale szczerze mam tego dość.
Jakie są przykazania:
1. Nawet najmniejsza ilość alkoholu może źle wpłynąć na rozwój Twojego dziecka.
Ja się pytam więc: czy ja piję?????? (w sensie, że ogólnie, poza ciążą, to piję, chętnie, a i owszem)
2. Nie prowadź samochodu.
Ależ proszę, zapraszam wszystkich mądrych do podróży pociągiem na trasie Gdynia-Warszawa. Szczególnie zapraszam tych, co mi to prowadzenie wyrzucają, a siedzą z tyłu jako pasażerowie.
2. Uważaj, co jesz. Czy na pewno wolno Ci to jeść?
Będę se jadła co chce i nic nikomu do tego.
3. Ale czy Ty w ogóle możesz pić kawę?
Kurde, mogę se pić kawę i już. Bo kawa jest dobra i tyle.
No więc może zaapeluję do czytelników tego bloga, co ich w realu spotykam - dajcie no mi święty spokój.
A jak się komu imię Czesio nie podoba, to niech się pałuje :)
Amęt

3.6.11

a co tu tak cicho???

Nikt nic nie pisze. Gippius zamilkł. A bo jakoś mało co z moich myśli, doznań i wrażeń zdaje mi się ostatnio mieć jakąkolwiek wartość. Bardziej tak po prostu sobie trwam. I choć z metafizyką nigdy jakoś nam po drodze nie było (no może poza tymi kilkoma uniesieniami jeszcze na studiach), to teraz, mam wrażenie, nie spotykamy się w ogóle. Wszystko się ostatnio kręci wokół fizjologii. Bardziej tak koncentruje się na jedzeniu. No i oczywiście tyje na potęgę.
Czasem, kiedy nieopatrznie zamyślę się na chwilę, zastanawiam się, jak to będzie z Czesławem. Wiem, że zupełnie inaczej. Już jest inaczej. Tryb życia odmienił mi się diametralnie. Zasypiam wcześnie, nie mam ochoty na spotkania, a mój ulubiony spot to kanapa. Oczywiście 3mam mocno moje nieopuchnięte jeszcze kciuki za to, żeby nie był to stan permanentny, choć teraz nie przeszkadza mi w ogóle.
Acha, no i na pewno, ale to na pewno, nigdy publicznie nie stwierdzę, że zabawa bez alkoholu jest spoko, bo nie jest. Mogę sobie na to kłamstwo pozwolić tylko w przypadku hipokryzji wychowawczej wobec Czesława, kiedy przyjdzie do domu pijany w wieku lat 13.
Taki to wpis o niczym - proszę.

9.5.11

sobotnia noc

Wracaliśmy w nocy z przezajebistego miejsca - Cegielnia w Rzucewie, z udanego wesela.Jednym drobnym mankamentem okazało się półtoragodzinne wyciąganie C z imprezy. Jak już się wreszcie udało, to radiowa Trójka zagrała mi na sentymentach i przeniosła mnie do roku 2000 chyba. Wtedy byłam piękna i młoda, i zwykłam nazywać się plastikową housową lasią.
To Tori Amos w remiksie Armanda Van Heldena przeniosła mnie w czasy niewinnej młodości.

4.5.11

bo jazzu nikt nie kuma man

O ja jego! Czy była to najzimniejsza majówka ewer ewer? No chyba tak...
Wywiało nas z Półwyspu, bo pizgało zimno i niemiłosiernie. Wrr... Ale widziałam, że lans na polach był :) Krótkie spodnie muszą być, a stopni Celsjusza 6!!!

* * *
Lubię wracać do Ucha. Chyba zawsze będzie mi się kojarzyć z weselem.
A jazzu nikt nie kuma man. Z konkursu młodych zespołów jazzowych. Nawet Sonia wytrzymała. Albo ja się starzeję, albo jazz jest jednak bardziej jadalny. Albo jedno i drugie.


29.4.11

Subiektywny ranking najpiękniejszych plaż

Kiedyś C natknął się na jakiś top 10 plaż świata. I tak się wydarzyło, że wylądowaliśmy na jednej z nich - w Tulum w Meksyku. No i oczywiście morze było zajebiste, plaża, palmy. Ale cóż, najpiękniejsze plaże to są nad Bałtykiem i tyle na ten temat. A o to fotorelacja z wycieczki na Wyspę Sobieszewską.




















26.4.11

Bo tu to se mogę o wszystkim...choćby i o grobie w Kcyni

Ostatnio publikuję na  blogu korporacyjnym , ale założyliśmy (w korporacji, jasna sprawa), że jednego tematu poruszać nie będziemy - religii. Przede wszystkim dlatego, że Naród nie dorósł (tak, tak, ten, co z natury niedorośnięty - młodzież mam na myśli), czyli że pokoleniowo nie naumiał się jeszcze dystansować do spraw świętych i nietykalnych. Także na Croppie morda w kubeł a na Gippiusie - hulaj dusza - piekła nie ma! W sumie to nawet jeśli jest, to potencjalnie nie powinnam tam, z tą swoją wrażliwością na bliźniego, zwaną czasem socjomanią, trafić.

W niedzielę za sprawą świąt wielkanocnych i katolickiej tradycji budowania grobów pańskich (z większym lub mniejszym polotem proboszcza, ale o tym za chwilę) na Ryju jak i w innych mediach Rumia stała się sławna. Już nie była miastem pod Gdynią, ani miejscowością na trasie na Półwysep. Rumię ukonstytuował grobowy tupolew powstały dzięki kreatywności Ojców Salezjanów, o czym więcej tu.
Mnie jednak totalnie rozłożył na łopatki grób z Kcyni. Miszcz. Sztuka konceptualna w czystej formie. Najpierw może foty, potem słowo na niedzielę od Gippiusa w temacie malachów.



No więc, co my tu mamy. Performance artystyczny, fragment kampanii społecznej - zwolnij, piłeś nie jedź. A wszystko to okraszone dżipiesowym hasłem, choć tym razem do celu nie prowadził Cię Chołek a Chrystus (no tak przynajmniej odczytuję z key visuala i ze słów proboszcza parafii).
Jak dla mnie - ostra jazda bez trzymanki. A już Chrystus podłączony do kroplówki...
Brak mnie jednak słów, nawet na niedzielę.