3.12.09

Gdynia o 5 nad ranem

Taka impresja mała z miasta o 5 nad ranem. Miasto śpi. Budzą się tylko ci, co naprawdę muszą. Podjeżdżam taxi Nord zamówionym dzień wcześniej, na wypadek gdybym zaspała, a oni mogliby mnie obudzić, do bankomatu na rogu Świętojańskiej przy sklepie dla żurów. Pewnie i żura bym zobaczyła jakiegoś, gdyby nie to, że otwarte od 6. Wstukuję pin, wybieram kwotę, odznaczam, że bez wydruku. Bankomat nie wypluwa kasy, bo na koncie mniej niż 100. Wydobywa z siebie dwa piki, które, mam wrażenie, niosą się przez całą Świętojańską ogromnym echem. Kontynuuję przejazd przez miasto audi, które śmierdzi papierosem, przed którym nie mógł się powstrzymać o 5 rano. A może po prosty jeździ już od wieczora dnia poprzedniego.
Kasy biletowe też jakieś zaspane. Przede mną pan z psem kupuje bilet, pewnie dla siebie i psa. Kundel dzielnie pilnuje dobytku. Dziewczyny z Oskara i Kęsa próbują otworzyć oczy, porządkują na blatach, biją po oczach różowymi bluzami GAP. Czy to ich szmaty firmowe?
Po drodze na peron mijam starego hipisa z gitarą, który rozpakowuje sprzęt. Zastanawiam się, czemu tak rano. Może rano, ludzie są bardziej szczodrzy, może są mniej świadomi, może gitarą akustyczną można ich zaskoczyć.
Wsiadam do intercity i opuszczam zaspane miasto.
Zapisane o 5.28

1 komentarz:

filhalandilas pisze...

Sugestywnie, nawet bardzo.