4.11.08

Do Palenque - impresje o meksykanskich drogowcach

Po pierwsze, mam tu klawiature z powymazywanymi literkami, wiec pisze sie ciezko. Po drugie, wczoraj pokonalismy droge okolo 800 km. Wlasciwie to pokonal ja C, bo to on moze prowadzis naszego Dodge Attitude od pana von Hertza. Choc i ja sie natrudzilam co nie miara. Sledzilam droge z paru powodow. Po pierwsze, drogi meksykanskie sa w nieustajacym remoncie. A taki meksykanski drogowiec to ma leb nie od parady. On to wpadnie na pomysl, zeby poustawiac na drodze kamienie, ktorych kierowca spodziewac sie nie musi, ale przy ktorych drogowiec ma pewnosc, ze kierowca z calymi oponami nie pozostanie i juz drogowcu w robocie nie bedzie przeszkadzac. I pewnie dlatego wypozyczalnie aut nie pokrywaja w swoich ubezpieczeniach kol.
Po drugie, meksykanskie drogi, na wzor ukrainskich usiane sa dziurami, do sledzenia ktorych zaangazowalismy wszystkie cztery oka.
Po trzecie, Meksykanie lubuja sie w budowaniu garbow na drogach. Bywa, ze oznaczaja go znakiem Topes i symbolizuja ow znak graficznie. I wtedy w miejscu gdzie stoi znak znajduje sie rowniez garb. Mozna tez zobaczyc znak, a nie zobaczyc garbu. A najczestszym przypadkiem jest garb, co to w ogole nie jest oznaczony.
Ale ogolnie meksykanskie drogi sa spoko.
Tymczasem wyruszamy podziwiac okoliczna przyrode.

2 komentarze:

filhalandilas pisze...

Taaa progi zwalniające na autostradach są boskie... i takie metalowe kopułki do tego. Ale to jedyna szansa dla tych na podporządkowanej by się włączyć.

Gippius pisze...

Tam nie bylo podporzadkowanych, to byla jedna droga, jedyna :)