4.1.08

Gwardian - wiecie kto to taki?

Jak pomyślę o ostatnich nartach, to jakoś z automatu przychodzi mi do głowy Gwardian właśnie. Gwardian - to przełożony w zakonie franciszkańskim. Bo i w takim miejscu mieliśmy noclegownie.
Dla mnie Gwardian to 140 kg żywej wagi i komunikatywność na poziomie kamienia. Najbardziej traumatyczne przeżycie związane było z naszą kulturalną wizytą u G. i tradycyjną lampką szmpana po godzinie 0. Poszliśmy tam dość chwiejnym krokiem, bo i strach nas ogarnął i imaginacja, a zwalczyć je postanowiliśmy wódą. Wcześniej cały czas opowiadaliśmy sobie o strasznym Gwardianie. Przyszliśmy do dziupli Gwardiana, gdzie przywitał nas hałas dobiegający z zajebiaszczej plazmy z zestawem kina domowego (franciszkańskie ubóstwo). Po kolei podchodziliśmy do Gwardiana (140 kg żywej wagi, 170 cm wzrostu)i życzyliśmy wszystkiego najlepszego, a on nie raczył nawet wstać, tylko kiwał głową, ale to też ledwo, bo mu tusza nie pozwalała. Stanęliśmy w rzędzie całą szóstką. A Gwardian powiedział do Jozue (brat Gregora), z dezaprobatą patrząc na Gregora czarne kędziory: "byś go do fryzjera wysłał". I na tym zakończył swoje występy. Potem już tylko siedział i wzrokiem przeszywał C., który to na ochotnika usiadł obok, czego potem oczywiście żałował niezmiernie, bo bok twarzy miał wzrokiem Gwardiana sparaliżowany za sprawą chyba całusów, co je nieopatrznie na drugiej połowie twarzy czasem składałam.
A potem tośmy się gapili w ten zestaw kina domowego, jak się Kraków bawi, jak Poznań, a jak Gdańsk. Gregor z pewnym lękiem przerwał to nasze bezmyślne patrzenie się w pudło i powiedział, że my to Bóg zapłać, ale już pójdziemy.

2 komentarze:

ruda pisze...

Ach, mam ja w zanadrzu parę historii o gwardianach, oj mam. Żenua, z ubóstwem ten zawód (gwardiana) ma niewiele wspólnego.Mieszkało się w niejednym zakonie to sie wie! Pozdro

Gippius pisze...

Serce mnie boli, że mu nie zrobiłam zdjęć, bo physis miał nie byle jakie.