2.11.07

morze ofsizon

Byłam na spacerze z Monią i Golą. Mega wielkie fale, no i pusta plaża. A w sezonie w takich Dębkach można puścić co najwyżej pawia na tę całą turystyczną kupę. Piękna wyżowa pogoda, wiało prawie sztormowo - wysoka fala, no i bałwanki. Tylko jedna smutna rzecz. W wodzie leżała sarenka - nie wiem, skąd mogła się tam wziąć. Gola wnosiła, że pewnie przyszła się napić. Ale to jest Księżniczka i ma czasem takie irracjonalne pomysły. Może zabiła ją dzika foka.
Śmieszne, jakie skarby morze wyrzuca na brzeg. Była puszka szprotek, jeszcze zamknięta. Butelka wódki - niestety pusta. Kartonik po śmietance do kawy. I coś, co wyglądało, jak kupa w kształcie chleba. Ja to tak nazwałam, ale odrazu pomyślałam, że to bluźnierstwo chleb z kupą zestawiać.
Złote liście, piaskowy piasek, granatowe morze, białe bałwanki i błękitne niebo... Jo - ROMANTICA - zegar biologiczny tyka :)

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Foka mogła wpaść do rzeki, a której piła, a rzeka mogła wpaść do morza....
A kupa w krztałcie chleba, to pewnie bojka z sieci rybackich....

Anonimowy pisze...

"Foka mogła wpaść do rzeki, Z której piła" oczywiście

Anonimowy pisze...

Jezuniu, ale mam zakręt, wymądrzam się, a tyle błędów.... Sarna oczywiście z rzeki piła, nie foka :-)

szczypior pisze...

Zestaw kupa w kształcie chleba - rozbroił mnie. Prawie jak Happy Meal.

d.a.c. pisze...

Ładne.Sarenka ze Szwecji.